• Wpisów:439
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 13:03
  • Licznik odwiedzin:26 507 / 1157 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 



Jestem lekko zawiedziona
Jest was osiemnaście tysięcy sto osiemdziesiąt cztery! (18184), a nie ma komentarzy. Moglibyście wytłumaczyć mi dlaczego??
Praktycznie codziennie ktoś odwiedza mojego bloga, a komentarzy jak nie było tak nie ma.
Moglibyście komentować?
Jeśli tak to zacznijcie od tego wpisu, czy jesteście ze mną i czy dalej mam pisać recenzje

  • awatar zwierzęcy świat: Tak ja jestem z tobą masz fajnego bloga ,mi też mało komentują ale się nie poddawaj!!! Trzymam kciuki
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mój ulubiony gatunek muzyki to oczywiście Rock.
Nie toleruję Disco Polo czy Popu, bo jest to tak denerwująca muzyka, że SZOK. Oczywiście według mnie. Jeżeli innym się podoba, to nie bronię im tego słuchać (Takie osoby trzy metry ode mnie)
Rock - Muzyka, którą kocham. Właściwie to nie mam argumentów dlaczego tak jest. Po prostu on mnie uspokaja, daję mi wytchnienie i odcina od świata rzeczywistego. Jest takim zbawieniem.

Jest wiele powodów, które odpowiednio oddałyby moje uczucia, ale taka Recenzja zajęłaby kilka wpisów, bo gdybym umieściła to w jednym, to nikt by tego nie przeczytał. Po co? No więc jako, że jestem Fanką Rocka, to polecam wam kilka zespołów.

Oraz ta pierwsza piosenka pomiędzy tekstem. To moja ulubiona. Mam nadzieję, że zaraziłam was moim zamiłowaniem do tej muzyki.

****
Możecie pisać mi propozycję jakie książki, filmy, piosenki czy cokolwiek innego mam zrecenzować. Jeżeli się wam uda to proszę o 3 komentarze i wtedy będzie notka
 

 
Tak moi drodzy, oto moja pierwsza recenzja.
***

Julie Kagawa - Żelazny Król
Opis Książki:
Nazywam się Meghan Chase.
Za niecałe dwadzieścia cztery godziny skończę szesnaście lat. Słodka szesnastka. Napisano mnóstwo opowieści, piosenek i wierszy o tym wspaniałym wieku, kiedy dziewczyna znajduję prawdziwą miłość, cały świat ma u stóp, a przystojny książę porywa ją w stronę zachodzącego słońca. Nie sądzę, żeby ze mną miało być tak samo...
Bo Meghan Chase jest pisane pójść za głosem przeznaczenia i głosem serca na dwór króla elfów - pięknych i przerażających....

Ilość stron: 351
Koszt: ---- (Wypożyczyłam ją z biblioteki)

Recenzja Wyglądu:
Okładka jest ciekawie zaprojektowana. Napisy są wyraźne. Czcionka w środku książki jest idealna. Nie za mała, nie za duża, lecz w sam raz.






O czym jest książka?
Książka opowiada o 16 letniej Meghan, która jak się okazuję jest córką Letniego Króla Elfów Oberona. Jej młodszy brat został porwany, więc ona wyrusza do krainy Nigdy Nigdy wraz z Pukiem, aby go odnaleźć..

Recenzja...
Dobra, może opis jest odrobinkę szurnięty, ale książka jest jak najbardziej genialna. Wciągnęła mnie, szczególnie, że jest to pierwszy tom Trylogii "Żelazny Dwór". Akcja wciąga i nim się obejrzysz już kończysz i z żalem odkładasz książkę na półkę. Książka napisana lekkim, a zarazem poważnym stylem, który powinien przypasować każdemu. Wszystkie trzy części tej serii już są napisane i wydane, więc z dostaniem ich nie powinno być problemu. Mi przeczytanie zajęło 2 dni, a chciałabym nadmienić, że przeczytałam wszystkie części w te dwa dni, ponieważ akurat miałam Weekend i tylko czytałam. Książka ta bardzo mi się spodobała. Polecam te książkę.

Ocena:
Wygląd: 10/10
Treść: 10/10
Długość książki: 7/10
Książka zdobyła 27 punktów na 30, więc polecam tę książkę do przeczytania...

**Lucy**
 

 
No witam
Po 160 dniach udało mi się odgadnąć hasło
Zdecydowałam się powrócić, ale w trochę innej formie. Jak zapewne zauważyliście postanowiłam wrócić na tego bloga.
Tylko w no... Innej formie
Tamtego opowiadania nie będzie.
Niestety straciłem wenę
Ale zamiast tego będę dodawać Recenzje
Podpisywać się będę: **Lucy**




**Lucy**
 

 
Siedzieli i gadali, jakby było super. Wtedy usłyszałem trzask i w pokoju pojawił się Dudley z jakąś dziewczyną
- No stary, jak dobrze cię widzieć - powiedział
- Cześć - podszedłem i przywitałem się z nim
- Sylvia chciała z tobą porozmawiać
- Niedługo was odwiedzę. Znaleźliście to mieszkanie?
- Tak mieszkamy obok was, dosłownie. Jest wasz dom, a zaraz po lewej stronie nasz
- Super - powiedziałem - Po co wpadliście?
- Jak to? Nie mówili Ci?
- Czego? - spytałem
- Eee... Ja nie powinienem tego mówić. Niech oni Ci powiedzą - i zniknęli
- Co powiedzą? - odwróciłem się w ich stronę
- Stary serio sorry za to, ale... - powiedział Ron
- Za co? - przerwałem mu
- Harry kotku nie denerwuj się - powiedziała Gin podchodząc
- Oświecicie mnie w końcu?
- Jak ciebie nie było ja - powiedziała Ginny - zaręczyłam się z kimś innym
- Spoko, w takim razie przepraszam za kłopot
Odsunąłem ją od siebie i teleportowałem się. Szybko pojawiłem się przed Hogwartem i wszedłem na teren szkoły. Poszedłem prosto do gabinetu dyrektorki tajnymi przejściami,aby nie spotkać innych ludzi. Zapukałem
- Proszę
- Dzień Dobry pani dyrektor - powiedziałem
- Och Harry wróciłeś - powiedziała i przytuliła mnie
- Taa... Żyję, mogę wrócić na stanowisko nauczyciela obrony, ale tym razem starszych uczniów
- Tak, akurat szukam nauczycieli, bo nikt się tego nie podjął jak na razie
- Od kiedy mogę zacząć
- Od jutra - powiedziała i podała mi plan
- Gabinet ten sam - powiedziała
- Dobrze
Poszedłem tam i nie spotkałem żadnego innego człowieka, co mnie ucieszyło. Sprawdziłem plan i pierwszą lekcje mam z 4 rokiem. Co ja wtedy przerabiałem? A tak podszywany Moody. Hm... Wiem!

__Następny dzień___
Gabinet mam w klasie, więc jak tylko wszyscy weszli. Z gabinetu zasłoniłem okna i zamknąłem drzwi. Wyszedłem i stanąłem przed uczniami, wtedy zapaliłem pochodnie.
- Dzień dobry - powiedziałem
- Dzień dobry - odparli
- Mam nadzieję, że się nie obijaliście przez te kilka miesięcy. Co przerabialiście?
- Druzgotki i kapturki - odparł ktoś
- To powinno być w tamtym roku, a ja mam dla was idealną lekcję. Jak wiecie pokonałem Czarnego Pana i teraz nie będę was uczył jak to zrobiłem tylko opowiem wam tą historię. Będzie to historia w pierwszej ręki, a nie z prasy podkolorowana. Będę mówił wszystko, a od jutra zaczniemy pracować. Na moich lekcjach praca domowa będzie zadawana, ale w inny sposób.
- Od czego pan zacznie?
- Nie mówcie mi pan, bo jestem od was starszy zaledwie 3 lata. Mówcie mi Harry, a jak już musicie to proszę bardzo - powiedziałem
- W takim razie Harry od czego zaczniesz?
- Komnata tajemnic - odparłem
Wciągnęli głośno powietrze
- No cóż, miałem wtedy 11 lat i trochę głupio się przyznać, ale nie uczyłem się wcale. W pewnym momencie usłyszałem mowę wężów. Na serio, to było dziwne. Oprócz tego na ścianie były wypisywane krwią straszne rzeczy. Okazało się że Ginny Weasly została opętana i to ona to robiła. Wszedłem wtedy do komnaty z Lokhartem i Ronem, oni zostali bo zasypało przejście i tylko ja poszedłem dalej. Zabiłem wielkiego bazyliszka, ale przy okazji zostałem zatruty jadem bazyliszka, gdyby nie Feniks Fawkes, którego łzy leczą nie żył bym już wtedy. Wtedy także zniszczyłem pierwszego Horkruksa. Nie mówię wam po to, abyście myśleli, że jestem niesamowity, ale dlatego, żebyście zawsze uważali, bo coś może się stać. Wtedy miałem szczęście i podczas kolejnych bitw także.
Ktoś podniósł rękę
- Tak?
- Gdzie byłeś jak cię nie było?
Zaśmiałem się
- No cóż, może zdanie nie do końca poprawne językowo, ale w końcu zadał ktoś te pytanie. Otóż najpierw włóczyłem się po lesie przez miesiąc, a następnie na własne życzenie zostałem zamknięty na miesiąc w Azkabanie. Dlatego wyglądam trochę mizernie, a wróciłem wczoraj
Uśmiechnąłem się
- Praca domowa, to napisać 12 cali na temat:
1. Jak uleczyć osoby spetryfikowane przez bazyliszka i do czego można używać jego jadu.
2. Magiczne właściwości łez Feniksów.
To wszystko ma być na 12 calach - powiedziałem i wypuściłem ich w momencie dzwonka. Zerknąłem na kartę i tam zobaczyłem 5 klasę, czyli w tym roku mają sumy. Świetnie!!
Weszli do klasy i usiedli w ławkach.
- Witam mówcie mi Harry - uprzedziłem - W tym roku macie sumy, więc zamiast zadawać wam pracy domowej, lub zanudzać twierdzeniami różnego rodzaju poćwiczymy taktykę
Dzieciaki zaczęły gadać, a ja się uśmiechnąłem. Gdy skończyli przeszedłem do rzeczy. Spojrzałem na dziennik.
- Panno Trammel, Panie Finigan proszę na środek
Podeszli i stanęli przodem do klasy. Świetnie, a teraz prostsza część
- Jakie znacie zaklęcia?
- Sectumsempra - powiedziała Lili (Panna Trammel)
- Skąd je znasz? - spytałem ostro
- Znalazłam taką książkę w pokoju życzeń - powiedziała
- Masz ją przy sobie? - spytałem
Przytaknęła
- Dasz mi ją
Podała mi ją z torby, a ja ją wziąłem.
- Eh.. jak ja dawno jej nie widziałem - powiedziałem
- Ty też ją miałeś?
- Owszem, ale mam lepszy sposób. Czy wiesz co to za zaklęcie?
- Nie
- A zgłaszasz się na ochotnika?
- Tak - powiedziała
Ostała na macie, a ja rzuciłem na nią zaklęcie
- Sectumsempra - powiedziałem, a ona zaczęła krwawić - Spokojnie, nic jej nie będzie
Podszedłem do niej i wymamrotałem zaklęcie uleczające, oraz oczyściłem jej ubrania
- Nie używajcie tego zaklęcia na innych uczniach, ponieważ to niebezpieczne zaklęcia. Pozwolisz, że zatrzymam tę książkę
Kazałem im ćwiczyć pomiędzy sobą zaklęcia. Wstali, a ja odsunąłem ławki. Szło im dobrze, a ja od czasu do czasu im pomagałem mówiąc co robią źle
- Świetnie, a teraz weźcie swoje rzeczy i zmykajcie
Wyszli, a ja pogrążyłem się w zadumie. Po krótkim czasie weszła kolejna klasa, już ostatnia. Nie miałem ochoty ich nauczać, więc zrobiłem coś innego.
- Dobra, w tym roku macie Owumenty, więc nie będę wam przeszkadzał. Uczcie się, a ja będę zajmował się robotą papierkową
Zaczęli się uczyć, a wtedy do klasy wparowała Dyrektorka
- Tak Pani dyrektor? - spytałem
- Jesteś potrzebny u mnie w gabinecie
- Mam lekcję - odparłem
- To jest ważniejsze - powiedziała
- Dzieciaki idźcie do dormitoriów, lekcja odwołana
Nie ma pracy domowej
Poszedłem za Panią Dyrektor do jej gabinetu. Gdy tam wszedłem czekało na mnie 12 osób. Serio??
- Coś się stało? - spytałem
- Och jak dobrze, że jesteś - Gin mnie przytuliła
Odsunąłem ją i stanąłem za Mcgonaghal
- Co chcecie? - spytałem spoglądając na nich
Był:
Ron,Miona,Syriusz,Lupin,Tonks i reszta ludzi.
- Nie możesz tu pracować - powiedzieli
- Niby czemu? - spytałem spokojnie
- Bo to niebezpieczne - powiedział Syriusz - ktoś na ciebie poluję. Ginny ktoś zaatakował i wypytywał o nią
- Nic jej nie jest, więc mi tym bardziej nie będzie - odparłem
- Nie martwisz się o nią?
- Niech się o nią martwi jej nowy chłopak, mnie to już nie interesuję, a jak będą się pytać to będę się włóczył po Londynie. Pani Dyrektor zwalniam się, może Lupin przejmie to stanowisko
Wyszedłem z gabinetu, a Ginny poszła za mną
- Czego chcesz? - spytałem, gdy doszła za mną do Zakazanego Lasu
- Dlaczego taki jesteś? - spytała
- Jaki? - spytałem
- Oschły wobec mnie - odparła
- A jaka ty byś była, gdybyś po dwóch miesiącach twojej nieobecności powiedział Ci, że jestem zaręczony z kimś innym? - spytałem
- Ja... - zaczęła - Myślałam, że nie wrócisz - powiedziała
- Chciałem wrócić każdego cholernego dnia, ale byłem niebezpieczny. Bałaś się mnie, kim jest ten szczęściarz? - spytałem
- Michael Corner
- Szczęścia życzę, a teraz spadam
- Nie czekaj, ja kocham tylko ciebie
Zaśmiałem się ironicznie
- Jakbyś mnie kochała, nie zaręczyłabyś się z innym, jak byłaś zaręczona ze mną, więc łaski bez i narka - powiedziałem i próbowałem odejść, ale ona złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie.
Pocałowała mnie, a ja nie odwzajemniłem pocałunku
- Nie jestem z nim zaręczona. Jak się dowiedziałeś i wyszedłeś zerwałam zaręczyny
- Czemu?
- Bo wróciłeś - powiedziała
Znowu mnie pocałowała, a ja przeniosłem nas na Grimmuald Place 12 do mojego pokoju. Nikogo nie było w domu, a my się całowaliśmy. Usłyszałem przewracanie czegoś na dole, więc poszedłem tam trzymając w dłoni różdżkę. Stało tam kilkoro ludzi, którzy jak mniemam mieli być tu po mnie
- O Potter, my po ciebie
- Czego chcecie? - spytałem
- Ciebie - odparli
- Kto was przysłał?
- Ach, nasz szef ma wiele imion
- To w takim razie powiedzcie mu, żeby ma następny raz przyszedł sam, a nie wysyłał jakichś półgłówków. Obezwładniłem ich i zawiozłem do więzienia dla idiotów w Ministerstwie, a sam wróciłem do domu do Gin.
- Wszystko w porządku? - spytałem
- Tak - odparła i wtuliła się we mnie
- Widzę, że gołąbeczki już pogodzone - powiedział Ron
- Weź się odwal - powiedziałem
- Bo co?
- Bo Ci przyłożę - odparłem z prostotą
- Tym razem nie dasz rady
Uśmiechnąłem się krwiożerczo
- Czy to wyzwanie? - spytałem groźniejszym tonem
- To stwierdzenie faktu
Przewróciłem oczami i zignorowałem go
- Co boisz się? - spytał
Warknąłem cicho i odsunąłem Gin. Podszedłem do Rona, który był wyższy, ale niezdarny jak słoń w składzie porcelany. Górował nade mną, ale nie wie jednego. Ja jestem nieobliczalny. Przewróciłem go jednym sprawnym ruchem i zostawiłem go tak.
- Mocny jesteś tylko w gębie - syknąłem na odchodne
- Matko Ron! Nic Ci nie jest? - spytała Miona
- Wszystko w porządku - odparł
- Harry znowu go zaatakowałeś?
- Tak - odparłem do Miony
- Jak mogłeś?
- Sam się kurwa prosił - odparłem jadowicie
- Jesteś psychiczny - zawyrokowała
- To po co się ze mną przyjaźniliście
- Czy ty użyłeś czasu przeszłego? - spytała z niedowierzeniem
- Tak! Wynoście się - powiedziałem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Siedziałem przed grobem Voldemorta i myślałem o wszystkim co się ostatnio działo. Jestem nieobliczalny i ja to dobrze wiem. Jeszcze ten dziwny głos, który mnie prześladuję.... Co ja mam z nim zrobić? Przecież ja tego nie kontroluję. Wróciłem przed oblicze Minewry
- Harry, gdzieś ty był?
- Ja,... Daleko - powiedziałem
- Dzisiaj nie mam już lekcji, więc wracam do siebie
Teleportowałem się do siebie i na dole usłyszałem głosy.
- Harry to ciota - wrzasnął Ron
Przemieniłem się w pumę i bezszelestnie poszedłem na dół. Ukryłem się w cieniu.
- Dlaczego tak sądzisz? - spytała Ginny
- Bo - zaczął - Wielki mi bohater. Bez przesady, to co z tego, że pokonał Voldzia, ale mnie to nie obchodzi. Zawsze byłem w jego cieniu i męczy mnie to
"Wiedziałeś na co się porywasz"
Przesłałem mu. Dzięki temu, że jesteśmy animagami i zmieniamy się w te same zwierzęta to potrafimy się między sobą porozumiewać telepatycznie
"Nie wiedziałem"
"Ha! No śmiało mów co o mnie myślisz"
- Spoko. Uważam, że jesteś idiotycznym pozerem. Dziwię się, że udało Ci się pokonać Voldemorta. Jest słaby, frajer pojebus...
Obrzucał mnie jeszcze innymi epitetami, ale głos znowu się pojawił.
"Co tak słuchasz? Zabij go!"
Odmieniłem się i rzuciłem na Rona. Upadł na ziemię, a ja biłem całą siłą jaką miałem. Ginny chciała nas odciągnąć od siebie, ale odepchnąłem ją. Poleciała na ścianę. Wtedy zszedłem z Rona i podszedłem do niej. Zobaczyłem w jej oczach, coś co mnie załamało. STRACH. Ona się mnie boi! Muszę odejść. Nie zostanę, ani sekundy skoro mogę ją skrzywdzić. Tego nie chcę. Schowałem różdżkę i zmieniłem się. Po chwili wybiegłem z Nory, aby nie musiała się bać. Nie zniósł bym tego, gdy wybiegałem w furtce pojawił się Syriusz. Spanikowałem i przewróciłem, go aby natychmiast biec dalej. Nie obchodziło mnie nic. Chciałem być jak najdalej, żeby Gin była szczęśliwa, aby wszyscy byli szczęśliwi. Natrafiłem na jakiś las i wbiegłem w niego, już po chwili spotkałem kilka pum. Nie atakowały co przyjąłem na swój sposób spokojnie. Wspiąłem się na jakieś drzewo i tam siedziałem. Po chwili zgłodniałem i czekałem tylko na jakieś jedzenie. W końcu poczułem jedzenie, więc drzewami skierowałem się w tamtą stronę. Okazało się, że to moi "przyjaciele" też mi coś. Ginny też tu była, wściekłem się, bo Ron przytulał ją. Zeskoczyłem do nich, a oni odwrócili się w moją stronę. Podchodziłem jeżąc sierść. Jedzenie było blisko. Szybko skoczyłem w jego stronę i zabrałem. Wbiegłem do lasu, biegli za mną, więc szybko zatrzymałem się i zacząłem jeść mięso. Rozrywałem je i połykałem. Gdy przyszli stanąłem przed nim i ryknąłem donośnie. Pojawiły się inne pumy i stanęły za mną. Dziwnie to odebrałem, bo nigdy żadna puma mi nie pomogła..
- Harry to ty? - spytała Ginny
Ryknąłem ogłuszająco, poinformowałem inne pumy, aby wzięły resztę jedzenia, a dużo tego zostało i poszły sobie. Usiadłem na ziemi wpatrując się w nich. Za mną poczułem jakiś ruch, więc rzuciłem się na tego kogoś. To jakiś mugol! Już miałem zatapiać w nim kły, gdy ktoś krzyknął
- Harry, to człowiek zostaw- powiedziała Miona
Rozorałem pazurami gardło człowieka i zajadałem się jego brzuchem, potem przekazałem go reszcie "stada"
- To nie on - powiedziała Miona
- Czekaj sprawdzę coś - powiedział Ron
"I jak cieniasie, to ty"
Udałem, że tego nie słyszałem, chociaż właśnie w tej chwili coś zapanowało moim ciałem. Odmieniłem się i wyciągnąłem różdżkę
- Harrego tu nie ma - powiedziałem innym głosem
Już miałem ich rozwalać, ale w ostatniej chwili upadłem na kolana. Moim ciałem wstrząsnął nieopisany ból. Nie da się go porównać. Jakbym obrywał kilkoma Cruciatusami na raz. Nie dam się temu. Wstałem na nogi i wrzasnąłem. Spojrzałem na nich i znowu zobaczyłem strach. Ból zniknął po chwili, a oni chcieli do mnie podejść.
- Nie! - powiedziałem - Nie zbliżajcie się
- Dlaczego?
- To proste - powiedziałem - Boicie się mnie i niech tak zostanie
Przeniosłem się do biura Kingsleya, siedział przy biurku.
- Harry ,gdzieś ty był? Wysłałem do ciebie kilka sów
- Dotarły, ale nie wrócą
- Czemu?
- Ponieważ, jakby wyłączyłem człowieczeństwo i byłem pumą?
- W takim razie rozumiem. Co cię do mnie sprowadza? Czekaj czekaj pumą?
- Zaklęcie transmutacji - odparłem
- Aha ok co chciałeś?
- Zamknij mnie w Azkabanie
- Co? Czemu?
- Bo jestem niebezpieczny. Moja własna rodzina się mnie boi. Nie chcę nikogo skrzywdzić. Proszę zrób to - zakończyłem
- Ale oni cię zniszczą
- Nie, nie dadzą rady. Zrobisz to?
- Tak - odparł odetchnąłem z ulgą
Wziąłem kartkę i napisałem krótki list do rodziny.
"Nie martwcie się o mnie"
Dołączyłem do tego różdżkę i teleportowałem kopertę do Nory, gdzie pewnie teraz siedzą. Poszedłem za Kingsleyem, a on przewiózł mnie na wyspę. Wsadził do celi, a ja nie miałem szans, aby uciec. Nie tak łatwo wymknąć się smokom, bez różdżki. Byłem smutny i zdruzgotany. Ciekawe co się u nich dzieje. Za miesiąc będę tu siedział, a Syriusz przyjdzie w odwiedziny do więźniów. Kurwa! Nie pomyślałem o tym.

----Miesiąc później----
Dzisiaj są wizytacje, a ja jestem chudy i wymizerniały. Nie jadłem tego co tu podawali, piłem tylko wodę. Ubranie mam podarte i brudne. Włosy rozczochrane i za długie. W oczach nie ma tej iskierki, zniknęła kilka dni temu. Nie chcę już tu siedzieć, ale muszę. Czuje ten gniew, który rozsadza mnie od środka. Jestem w ostatniej celi, słyszę kroki i klucz w zamku. Syriusz wchodzi do środka i zamiera. Wpatrujemy się w siebie, nie chciałem, żeby tu mnie zobaczył, nie w takim stanie.
- Co ty tu robisz? - podszedł i przytulił mnie mocno, a ja jęknąłem z bólu
- Nie mogę wyjść do ludzi, jestem niebezpieczny
- Żartujesz sobie? Ginny nie wychodzi z pokoju, Ron i Miona się kłócą, ja myślę tylko o tobie. Szukaliśmy cię, a ja miałem cię pod nosem
- Nie! Ja nigdzie nie idę, jest mi tu dobrze - powiedziałem
I wtedy na zaprzeczenie zacząłem kaszleć i zwijać się z bólu. No tak, mam takie napady, ale czemu akurat dzisiaj musi być kolejny
- Właśnie widzę, idziesz ze mną do domu - powiedział Syriusz
- Dobra, ale nie miej mi za złe jak się na kogoś przypadkiem rzucę
- Okey
Wyprowadził mnie, a potem teleportował do Nory, wszyscy spojrzeli w moją stronę i już mieli mnie przytulać, gdy ktoś ich ubiegł. Ginny, rzuciła mi się w ramiona i mocno przytuliła. Stałem jak wryty, czemu ona mnie przytula? Po chwili poznałem odpowiedź
- Kocham cię Harry i nie waż mi się, więcej tak znikać
Nie uśmiechnąłem się i tylko poszedłem do salonu i opadłem na kanapę. Ginny usiadła obok mnie i wtuliła się we mnie cicho płacząc. To mnie przełamało. Przytuliłem ją do siebie.
- Przepraszam aniołku - powiedziałem i przytuliłem ją mocniej.
- Gdzie byłeś? - spytał Artur
- Eee...
- Był w Azkabanie
- Co?! Kto cię tam zamknął? - spytała Moly
- Sam siebie z pomocą Kingsleya
- Po co?
- Bo jestem niebezpieczny - wybuchnąłem, ale po chwili się opanowałem.
- Czemu tak myślisz? - spytał Ron, który przed chwilą się pojawił
- Bo mam ochotę rzucić Ci się do gardła rozerwać je na strzępy i wypić twoją krew - odparłem z prostotą, ale po chwili się zreflektowałem - Sorry, ale nie za dobrze zrobiło mi kolejne kilka tygodni bycia pumą, a potem jeszcze ten Azkaban.
Teraz sorry idę się umyć. Dacie mi moją różdżkę? - spytałem
- Jest u ciebie na stoliku - powiedziała Ginny
Przytaknąłem i poszedłem na górę, dziwnie się czułem w ich towarzystwie. Wziąłem różdżkę i ubrania, po czym poszedłem się wykąpać. Jak tylko się ubrałem po kąpieli przystrzygłem włosy za pomocą magii. Gdy skończyłem wyszedłem do nich na dół. Rozmawiali o czymś ważnym, ale ja usiadłem i patrzyłem w przestrzeń...



______________
Wróciłam, ale nie wiem na jak długo
 

 
Heja zawieszam bloga To tyle XDDD
 

 
"Oczywiście Harry, będziesz moim tajniakiem "
Przekazałem kartkę dalej. Nie mogłem uwierzyć...

__Pierwsza lekcja__
- Cześć jak wiecie nazywam się Harry Potter - rozległy się szepty - Będziecie się do mnie zwracać per pan, chyba że jesteśmy na lekcji. Wtedy mówcie na mnie Harry. Jestem za młody na zwracanie się do mnie z takim szacunkiem
Ktoś podniósł rękę
- Tak?
- Harry zasługujesz na wszelki szacunek. Jesteś najbardziej podziwianym czarodziejem w całym magicznym świecie. Teraz czy mógłbyś nam powiedzieć jak to było z Voldemortem?
- No nie wiem, nie chcę przez to przechodzić. Chyba, że opowiem wam co o tym myślę
Zgodzili się, na szczęście. Nie chcę jeszcze do tego wracać
- Jak wiecie Voldemort zabił moich rodziców, ale jak próbował mnie coś nie wyszło. Stało się tak, ponieważ moja matka oddała za mnie życie. Następne spotkanie z nim miałem w wieku 11 lat. Uratowałem wtedy wszystkich przed odrodzeniem się Voldemorta, który wszczepił się w nauczyciela. Ledwo przeżyłem. Następne spotkanie było już rok później, ale jako ducha. Przez Ginny Weasly, która została opętana przez horkruksa. Zabiłem wtedy bazyliszka i prawie zginąłem, gdyby nie feniks fawkes samego Albusa Dumbledora.Na kolejnym roku przybył Petigriew i wtedy wyczarowałem potężnego patronusa, który na uratował. Nie zrobiłem tego jako ja, tylko za pomocą podróży w czasie. W wieku 14 lat wygrałem Turniej trójmagiczny, ale zginął Cedrik Diggory. Zabił go Voldemort i użył mojej krwi do odrodzenia. Przeżyłem dzięki szczęściu. W wieku 15 lat zaczął pokazywać mi wizję, uratowałem przed śmiercią Artura Weasley'a, ale przeze mnie zginął Syriusz. Następnego roku uratowałem mojego kuzyna przed dementorami, on jest mugolem. Zostałem prawie wywalony z Hogwartu wtedy zginął także Albus. W następnym roku wyruszyłem na poszukiwaniu horkruksów, które musiałem zginąć. Nie myślcie sobie, że jestem jakiś niesamowity. W większości potyczek wygrałem dzięki szczęściu. Ja sam jestem zły, że przeze mnie zginęło tyle osób, czuję samowstręt.
- Dlaczego wybrał ciebie? - spytał ktoś
- Przez przepowiednie, pamiętam ją do dziś:
„Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...
A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna...
I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje...
Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...”
Mógł wybrać mnie lub Nevilla Logbottoma, ale wybrał mnie ponieważ tak jak on jestem półkrwi. Nie wiedział jednak, że tamtej nocy naznaczy mnie jako równego sobie.
- Przecież Voldemort był pełnej krwi, tak chciał wyniszczyć przepraszam za to słowo "szalmy"
- Jego matka zakochała się w mugolu i urodziła go. Jego prawdziwe imię i nazwisko to Tom Marvolo Riddle. To chyba tyle.
- Pokażesz nam patronusa?
- Expecto Patronu - powiedziałem i z mojej różdżki wyskoczył jeleń.
Zaklaskali, a ja poczułem ból z blizny
W mojej głowie usłyszałem głos rodziców
"Prosimy pożegnaj Voldemorta w odpowiedni sposób. Nie powróci, ale zrób to dla nas"
- Idźcie na przerwę - powiedziałem

Wyszedłem z klasy i znanymi mi tunelami i przejściami przeszedłem szybko do gabinetu Mcghonagal. Zapukałem "proszę"
- Dzień dobry pani dyrektor
- Ach Harry, co cię do mnie sprowadza?
- Gdzie jest ciało Voldemorta?
- U mnie o tam - machnęła różdżką i pojawiło się
- Muszę go pożegnać
- Wziąłem je i wyczarowałem świstoklika zanim pani profesor zaprotestowała pojawiłem się na jakimś pustkowiu. Wyczarowałem grób i go tam złożyłem.
" Tu leży ten, który tylu zabił zwał się "Voldemort" Każdy, kto chcę pójść w jego ślady niech wie, że zginie zanim to zrobi"
Muszę jeszcze powiedzieć coś od siebie. To mnie rozwali od środka
- Zabiłeś moich rodziców. Zabiłeś tylu niewinnych ludzi. Nie wybaczę Ci tego, cieszę się że to ja cię zabiłem. Chciałbym powiedzieć Ci to w twarz. Ciebie nikt nie będzie chciał pamiętać, to twoja wina, przez ciebie cierpieli moi bliscy, to mnie zabijało, a ciebie cieszyło. Byłeś potworem Riddle i nikt o tym nie zapomni. Wygrałem z tobą 7 razy, cały czas ignorowałeś tych, którzy nie byli ważni, a to oni mogli najwięcej. Byłeś ignorantem i sukinsynem.
Teleportowałem się od niego do domu na grimmuald place. Usiadłem na kanapie i podciągnąłem kolana do piersi. Zrobiłem coś czego się nie spodziewałem. Zapłakałem jak nigdy. Opłakiwałem tych, którzy cierpieli lub zginęli przeze mnie...

 

 
Chciałabym powiedzieć wam, że na razie nie będzie opowiadania, ponieważ niedługo będę zawalona pracą.Nie zdołam prowadzić obecnie trzech blogów na tym samym poziomie. Nie jestem także zbytnio zaufana co do oddania w obce ręce. Musiałby być to ktoś zaufany, a otaczają mnie w większości niezaufane osoby A.G. Wiesz, ze to ty...
  • awatar Zakira Luna: O rany, a już się naraiłam na jakieś nowe opowiadanie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witajcie, dawno nie było wpisu ode mnie. Więc teraz postanowiłam taki dodać. Piosenka dnia i co dziwne jest to piosenka Big Time Rush - Halfway There

Książka tygodnia to Dary Anioła - Miasto niebiańskiego ognia - Clare Cassandra



Słowa, których najczęściej używam, oprócz kur*a to w zasadzie motto
"Wyciągnij suko łapy po to co moje,a ci je upierdolę"
lub
"Bo ja jestem sobą, a nie tym kim mnie robią"

i
" Miej wyjebane, a będzie ci dane"

Ogólnie rzecz biorąc mam wiele przysłów i mott, których używam w życiu. Nie tylko te trzy, długo by wyliczać jakich używałam. Hmm... Może wyliczę jeszcze kilka, któreś się wam spodoba kopiujcie
"Jedno mówię, Drugie myślę, trzecie czuję, czwarte robię"
"Bo każdy ma takie sny, z których nie chce się budzić"
" Nigdy nie myl mojego milczenia z ignorancją, mojego spokoju z akceptacją, mojej uprzejmości ze słabością"
" Ja nic nie muszę, ewentualnie mogę"
"Jesteś tak szczęśliwa jak zdecydujesz się być"
"Co się polepszy to się spieprzy, co się zbuduję to się zrujnuję, co się ustali to się obali. Dlatego człowiek musi mieć głowę i dupę ze stali"
"Ja nie jestem chamska. Po prostu nie lubię być sztucznie miła"
"Są tacy ludzie, na których tylko spojrzę i już mnie denerwują"
"Nie potrzebuję faceta, żeby rozwiązać problem. Potrzebuję takiego, który nie jest problemem"

To chyba tyle
Mam nadzieję, że któreś się spodobają

Jeszcze jedno, czyli ulubiony blog, jest ich wiele . Ale ten jest taki naj naj. Ma spoko opki
http://wercziksss.pinger.pl
  • awatar Gość: Spoko piosenka :D Na tego bloga też wejdę :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Usiadłem w salonie i westchnąłem ciężko. Dlaczego to wszystko przydarza się akurat mi? Czemu ja? Zawsze będę "Chłopiec, ktory przeżył" albo "Bliznowaty" Nie no cieszę się, że już po wszystkim i ten skurczysyn nie wróci. Tyle, że po co to wszystko? Dlaczego, chciał być taki znany? To mnie irytuję. Minął rok od tamtego czasu, a ja wciąż nie mogę się pozbyć tych myśli. To znaczy super, że już wszystko będzie w porządku. Tyle, że ja już zawsze będę postrzegany jako "Chłopiec, który zabił nieśmiertelnego". To żaden wyczyn, przynajmniej dla mnie. To mnie irytuję, ja chcę być normalny. Przysiadła się do mnie Gin
- Co cię martwi? - spytała
- Nic takiego, tylko, że... - nie dokończyłem
- Co? Mi możesz wszystko powiedzieć
- Wiem, ale mnie ciągle irytuje to ile osób się poświęciło, albo to dlaczego ten sukinkot wybrał akurat mnie. Ja tego nie chciałem, a teraz nie mam rodziców. Nie mam nikogo - powiedziałem
- Nie prawda, masz mnie i Syriusza. Masz wielu ludzi, każda osoba stanęła by za tobą murem...
Nie dokończyła, bo złączyłem nasze usta w pocałunku. Oddała, go i już po chwili całowaliśmy się namiętniej niż kiedykolwiek. Przerwało nam pojawienie się Rona
- Co? - spytałem
- Harry, ja na prawdę przepraszam - powiedział
Zmrużyłem oczy. Wybaczyć mu? Brakowało mi już, go.
- Słuchaj mnie uważnie. Wybaczę cię, ale jeżeli wykręcisz taki numer jeszcze raz to przysięgam, że długo nie pożyjesz - odparłem
- To super - powiedział
- Wujku, kto to? - spytała Sylvia
Ron spojrzał na mnie pytająco
- Sylvio, to Ron, Ron to moja siostrzenica Sylvia. Jest córką Dudley'a
- Ooo.... serio?
- Tak - odparłem - Co chciałaś? - spytałem
- Chciałam tylko powiedzieć, że dziękuję Ci za wszystko co dla nas zrobiłeś.
- Nie ma za co - odparłem - Idź już spać, późno już - odparłem
- To cześć. Iiii eee... do widzenia - rzekła po chwili do Rona
Wbiegła po schodach, a ja zaśmiałem się z głupiej miny Rona. Wytrzeszczał gały, jakby miały mu z orbit wyjść.
- Spokojnie, w poniedziałek wybywa do Hogwartu. Jak ja będę za nim tęsknił.
Usłyszałem pukanie do okna. To sowa, otworzyłem jej i dałem kilka orzeszków. Odleciała, a ja ze zdumieniem zobaczyłem, że na liście jest pieczątka Hogwartu. Co jest? Otworzyłem
" Drogi panie Potter. Chciałabym poprosić, oto, aby nauczał pan OPCM, lub zaklęć. Profesor Flitwick jest chory, ale wiem, że to dla ciebie trudna decyzja, czy w ogóle przyjąć tę propozycję.
Z szacunkiem Minewra Mcgonaghal."
Zatkało mnie, Ginny wyrwała mi list i przeczytała, aby następnie podać, go Ronowi. Patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem
- Co zamierzasz zrobić? - spytał Ron
- Nie wiem, chciałem spędzić jak najwięcej czasu z Ginny - odparłem
- Ależ to nie problem, bo niedawno zaproponowano mi, abym nauczała latania w Hogwarcie
- Na serio? - spytał Ron
- Tak, ale Harry, co z twoją pracą? - spytała Gin
- No właśnie, ja pracuję jako auror. Chyba, że mam pomysł. Czekajcie.
Wziąłem pergamin i napisałem krótką notkę z pytaniem czy mogę pilnować w Hogwarcie, w razie gdyby zbiegli śmierciożercy tam się pojawili. Użyłem nowo nabytej umiejętności. "Ognista Wiadomość"
Spaliłem i użyłem nowego trudnego zaklęcia i wysłałem do Kingsleya.
Podszedłem do Gin i pocałowałem ją.
- Nieźle stary - powiedział Ron - jesteś aurorem. Gratuluję.
- Dzięki, a co u Miony?
- No eee... ten
- Co??
- Bo, ona eee....
- Wyduś to z siebie
- Zaręczyliśmy się - wydusił w końcu
- To świetnie, ale powiem tak. - odchrząknąłem - Jeżeli ją skrzywdzisz będziesz miał ze mną do czynienia, a wiesz do czego jestem zdolny po moim "wypadzie" - zakończyłem
- Tia... poczułem te twoje nowe umiejętności
Zaśmialiśmy się. Wtedy przyszła odpowiedź....



_____________________
1. Czy Harry, będzie mógł pojechać do Hogwartu jako tajniak?
2. Czy Syriusz będzie ministrem magii?
3. Czy Harry pogodzi się także z Hermioną?
Odpowiadajcie w komentarzach. Dwie poprawne odpowiedzi nagrodzę:
- 2 komentarzami
- Poleceniem na blogu
 

 
Siedziałem z Sylvią i Gin w pokoju. Sylvia była taka szczęśliwa. Pytała się o różne rzeczy związane z magią. Odpowiadaliśmy.
- Kiedy jadę? - spytała pod koniec
- Dzisiaj jest 30 sierpnia, więc pewnie za dwa dni
- Super - pisnęła i pognała do siebie do pokoju
Zaśmiałem się. Nie mogłem się powstrzymać i przyciągnąłem do siebie Ginny. Pocałowałem ją namiętnie. Na kanapie leżała na mnie i całowała. Jak ja ją kocham <3
- Chodźmy do nas - powiedziała
- Co jak wejdzie? - spytałem
- Zabezpieczymy drzwi - zapowiedziała
Po chwili już były zabezpieczone, a my mogliśmy się zająć sobą. Tak się cieszyłem, że jest moja to aż bolało. Przecież ona jest taka śliczna, a ja powoduje zainteresowanie blizną i tak dalej. To mnie denerwuję. Byliśmy sobą, gdy usłyszeliśmy kroki na dole. Syriusz!
Zbiegłem na dół i na serio tam był, tyle, że nie sam.
- O co chodzi? - spytałem
- Harry Ci ludzie twierdzą, że porwałeś jakąś Sylvie
- Vernon ich pewnie nasłał. Ja jej nie porwałem, mam pełne zezwolenie Dudley'a Dursleya - powiedziałem - możecie się z nim skontaktować. zresztą spytajcie Sylvi. Poczekajcie pójdę po nią, bo może śpi.
Wszedłem po schodach i zapukałem do jej pokoju "proszę". Otworzyłem drzwi, siedziała na łóżku i czytała książkę OPCM.
- Sylvio, twój dziadek nasłał na nas pewnych ludzi. Chcą cię zabrać, bo podobno cię porwałem. Powiesz jak jest na serio. Nie wspominaj nic o czarach - powiedziałem
- No pewnie - powiedziała
Zeszła i zamurowało ją
- Ciocia? Wujek? co tu robicie?
- Przyszliśmy Cię zabrać, bo Vernon mówił, że zostałaś porwana
- Wcale nie, Harry to mój wujek. Przyjechałam tu z własnej woli, oraz za zgodą taty - powiedziała. Podeszła do mnie i szepnęła, że to czarodzieje
- W taki razie poradzimy sobie inaczej - wyciągnęli różdżki
- Czy wy spytaliście kto "porwał" Sylvię? - spytałem wyciągając różdżkę
- Nie - powiedzieli
- W takim razie miło mi. Jestem Harry James Potter. W starciu na różdżki nie macie ze mną szans
- Niby dlaczego? - w końcu ludzie którzy mnie nie kojarzą
- Kojarzycie Voldemorta? - skrzywili się - Ja go pokonałem, może słyszeliście
- Słyszeliśmy, ale podobno on się poddał
Zaśmiałem się i to mocno. Wyjąłem moje wspomnienia z umysłu o tej walce i pokazałem im to. Zaśmiałem się
- Mogę was teraz pokonać bez pomocy. Dlatego znikajcie, już! - powiedziałem spokojnie
- Nie
- Expelliarmus, Drętwota - różdżka dziewczyny wyleciała, więc ją złapałem. Chłopak upadł na podłogę, ale zaczął wstawać, więc- Expelliarmus!
Jego różdżka też była moja
- Nawet się nie zmęczyłem. Teraz sio - powiedziałem podając im różdżki
Zniknęli, a ja obróciłem się do Syriusza i mu wszystko opowiedziałem. Gdy skończyłem przedstawiłem mu Sylvię, która szybko poszła do siebie
- Czyś ty zwariował? - spytał
- Spokojnie, przecież nic się nie stało - powiedziałem - To nic takiego, jeszcze tylko dwa dni - powiedziałem
.........
 

 
Przed chwilą obejrzałam film "Najdłuższa podróż".
Zakochałam się w nim, co by tu przedłużać? Opiszę wam, go wy zdecydujecie.
W obliczu śmierci Ira wspomina swoje przeżycia z czasów II wojny światowej: radości i smutki dnia codziennego oraz wielką miłość – żonę, Ruth. Równocześnie z historią Iry poznajemy Sophię, studentkę próbującą pozbierać się po burzliwym związku, oraz Luke’a, ujeżdżacza byków, który po ciężkim wypadku zamierza wrócić na rodeo. Historie obu par zbiegną się w najmniej oczekiwanym momencie, przypominając, że ludzkim życiem rządzi przypadek oraz że miłość ma wymiar uniwersalny.

Nicholas Sparks, który napisał tę książkę postawił na prostotę. Najprościej mówiąc tak książka, opowiada w połowię o Irze i Ruth, a w połowie o Lucu i Sophie. Ci drudzy, to nowoczesna odmiana Iry i Ruth. Zakochałam się w tym filmie, ale zamierzam przeczytać i książkę, ponieważ historia jest zniewalająca...


Link do filmu:
http://zalukaj.tv/zalukaj-film/22516/najdluzsza_podroz_the_longest_ride_2015_.html

Zwiastun

Szczerze polecam. Masz dosyć nudnych romansideł? Obejrzyj ten wzruszający film o dwójce ludzi, tak różnych. Jak ogień i woda...




  • awatar Zakira Luna: słyszałam o tym, podobno super :)
  • awatar ~~Pod Tym Wszystkim ~~: Polecam przeczytać ksiażkę jest bardzo dobra. Filmu jeszcze nie oglądałam ale w najbliższym czasie postanawiam obejrzeć
  • awatar sylkat: ja tez polecam , wogole wiekszosc ksiezek tego autora :))) zapraszam do siebie;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wstaliśmy następnego dnia równocześnie. Tak bardzo się cieszę, że się zgodziła. Spojrzałem na zegarek 10:25. No tak! Muszę iść do Dursleyów.
No cóż, jak mus to mus. Z Dudleyem utrzymuję dobre stosunki, ale gorzej jest z Vernonem. Koszmar, szczególnie jak musiałem u nich nieraz nocować. Do tej pory ciarki mnie przechodzą. Ubrałem się i teleportowałem do jakiegoś zaułka. Ginny została w domu, bo nie chciała jechać, wiedziała jaki moje wujostwo ma stosunek do magii. Zdziwiło mnie, że Dudley, już ma 11 letnią córkę. Przecież jest zaledwie 10 lat starszy... Zapukałem i otworzyła mi ciocia, na mój widok zbladła.
- Vernon pozwól na chwilkę - powiedziała
Po chwili w drzwiach stanął wuj
- Czego chcesz Harry? - spytał
- Muszę porozmawiać z wami i Dudleyem - powiedziałem prosto z mostu
- Dobrze wejdź - powiedział i zaprosił mnie do środka.
Usiadłem w fotelu, a Dursley'owie usiedli na kanapie, na przeciwko.
- Słuchamy? - spytała ciotka
- Ja w sprawie córki Dudleya
- Nie ma mowy! Nie puszczę własnej wnuczki do tej szkoły dla wariatów
- To nie jest szkoła dla wariatów. Niech wuj mnie posłucha. Jeżeli - spojrzałem pytająco na Dudleya
- Sylvia
- Jeżeli Sylvia nie będzie chodzić to Hogwartu, jej moce będą wychodzić spod kontroli. Będzie narażać was - zacząłem - mogła by na przykład podpalić dom, ale szatańską pożogą, tego się nie da ugasić. W szkole jak będzie przed czymś uciekała nagle może się znaleźć na dachu. Musi jechać do tej szkoły - zakończyłem
- Ja chcę ją tam posłać - powiedział Dudley
- Nie!
- Wyprowadzę się i zabiorę ją ze sobą - powiedział w końcu
- Dobry pomysł Dudley. Tego całego telefonu nie posiadam, a ty sowy nie masz. Może sprowadzisz się do na Grimmuald Place . Mieszkają tam mugole - powiedziałem
- Dobry pomysł - powiedział - Mam prośbę, czy mógłbyś się na ten czas zaopiekować Sylvią?
- No pewnie i jak chcesz to mogę zabrać ją na pokątną po wszystkie potrzebne rzeczy - odparłem
- Dzięki - powiedział z wdzięcznością - Chodź cię przedstawię
- Siedź - powiedział Vernon - Nigdzie się nie wyprowadzisz, ani nie zabierzesz Sylvi - krzyknął
Moje emocje puściły, wyciągnąłem różdżkę i skierowałem ją w stronę niego.
- Schowaj to, nie możesz czarować - powiedział
- Hahaha! Jestem aurorem - powiedziałem - a pozatym mogę, bo w jestem pełnoletni. Nie zabiorą mi różdżki - powiedziałem - Ty nas nie zatrzymasz i lepiej nie próbuj, bo może się to dla ciebie źle skończyć.
Razem z Dudley'em poszliśmy do Sylvi. Śliczna dziewczynka. Blondynka
- Sylvio, to twój wujek Harry, pomoże Ci z mocami - powiedział
- Serio? Będę mogła się tego uczyć?
- Tak, zamieszkasz na razie u mnie, pojedziemy na pokątną. - powiedziałem i zwróciłem się do Dudleya - masz list?
- Tak, trzymaj - wziąłem list i przeczytałem
- Spakujesz się czy mam ci pomóc magią? - spytałem
- Magią - powiedziała podekscytowana
Machnąłem różdżką i pojawiła się torba podróżna, drugi ruch i jej ubrania, oraz inne rzeczy przeniosły się do torby. Gdy skończyłem zmniejszyłem torbę i podałem Sylvi
- Jak pokażę Ci pokój przywrócę jej normalną wielkość
- Dobrze - powiedział - a jak się tam dostaniemy?
- hmm... Teleportacją? - spytałem
- Tak!
Zaśmiałem się
- To cześć Dudley - pożegnałem się
- Cześć, dzięki za pomoc, jak tylko znajdę tam dom przeprowadzę się z moją żoną. Która jest czarodziejką - powiedział i mrugnął do mnie
Po chwili pojawiliśmy się w siedzibie. Weszliśmy, a Sylvia się wesoło rozglądała.
- Ginny! - krzyknąłem
Po chwili po schodach zeszła Ginny
- Harry, miałeś jechać tylko to sprostować, a nie od razu zabierać ją ze sobą
- Vernon się wściekł. Ona musi tu zostać przynajmniej na trochę - powiedziałem - Pokaże jej pokój, pojedziesz potem z nami na pokątną?
- No pewnie - odparła
- Chodź Sylvio - powiedziałem
- Dobrze wujku - matko jak to dziwnie brzmi
- Mów mi Harry - rzuciłem i zaprowadziłem ją do jednego z pokoi. Powiększyłem torbę i zeszliśmy na dół. Gin już czekała.
- Przeniosę nas tam. Od czego chcesz zacząć? - spytałem
- Od szat - odparła
Przeniosłem, ją i po chwili miała już szaty, przeszliśmy dalej. Gdy Sylvia weszła do Ollivandera, ja poszedłem jej po zwierzątko. Zażyczyła sobie sowy. Wybrałem płomykówkę. Gdy wróciłem, miała już różdżkę i płaciła. Podałem jej sowę, a ona chwyciła się mnie za rękę i teleportowaliśmy się do domu. Była zadowolona i niemal natychmiast pognała, do pokoju spakować się. Dałem jej kufer, na rzeczy do szkoły. Była taka zadowolona. Nie dziwię, się zazdroszczę jej, tego, że jedzie do Hogwartu, ja sam z chęcią bym tam wrócił. Na szczęście nie musiałem odrabiać tego roku. Miałem za dużo na głowie....
 

 
Siedziałem na kanapie patrząc w przestrzeń. Nie chciałem się tak zachowywać, ale to nie zależy ode mnie. Oni sobie rozmawiają, a ja nie słucham tylko siedzę i patrze w ścianę. Chciałbym być teraz sam, albo z Ginny. Tylko ona mogłaby mnie zrozumieć. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Ginny
- Harry! - powiedziała i potrząsnęła moim ramieniem
- Co? - spytałem
- Pytałam się czy jesteś głodny?
- Tak, jestem - odparłem
- To chodź nasza mama zrobiła jedzenie
- Nie mogę, po tym jak omal nie skatowałem Rona, dwa razy nie chcę się pokazywać nikomu na oczy
- Nie marudź i chodź - powiedziała Ruda, spiorunowałem ją wzrokiem
- Nie, wrócę do siedziby i poproszę stworka - odparłem i zniknąłem
Nie chciałem patrzeć nikomu w oczy, po tym co się stało. Nie mogłem się za bardzo denerwować. Chyba mam pomysł, spróbuję znaleźć pracę w ministerstwie magii, jako auror. Napiszę do Kingsleya, czy mógłby załatwić mi pracę, jak tylko zjem.
- Stworek! - powiedziałem, a skrzat po chwili pojawił się z normalnym pyknięciem
- Tak sir?
- Czy mógłbyś przygotować mi kanapki? - spytałem
- Tak, sir. Z przyjemnością, sir. - powiedział i udał się do kuchni.
Wyjąłem pergamin i pióro. Zanurzyłem je w atramencie i napisałem.
" Cześć Kingsley. Chciałbym spytać, czy mógłbyś załatwić mi pracę jako auror. Chciałbym pracować, a ciągnie mnie do tej pracy. Proszę odpisz.
Harry James Potter"
Zwinąłem kartkę i zawołałem sowę Syriusza Muriel.
- Zanieś to do Kingsleya - powiedziałem i wypuściłem ją.
Po chwili przyszedł Stworek z jedzeniem. Zrobił mi kilka kanapek i kawę.
- Dziękuję Stworku, jakby co to zawołam
- Tak jest! sir - zniknął z głuchym pyknięciem
Włączyłem telewizję i włączyłem jakiś film. Nudny był, więc sięgnąłem po proroka codziennego. Takiego tytułu się nie spodziewałem
" Harry Potter chłopiec, który przeżył zwyciężył Voldemorta!
Nowy minister magii, niejaki Syriusz Black, który przez śmierć Scrimgeoura został mianowany ministrem powiedział, że tego imienia nie trzeba się już obwiać, bo Harry Potter pokonał Czarnego Pana na dobre. Prosi także, o to by ludzie zaangażowali się w odbudowę Hogwartu, w którym odbyła się historyczna bitwa. Potter, oraz jego przyjaciele doprowadzili do śmierci Voldemorta i jak to ujął Irytek " Udało się, dostali w kość, niech żyje Potter nam! A Voldek gnije w piekle, za którym tęsknił sam!" . Tak oto nowy tymczasowy minister magii ujął tę wojnę. Dlatego dziękujmy Harry'emu Potterowi, który uratował nas ze szponów Czarnego Pana na zawsze.
Odłożyłem gazetę i wróciłem do jedzenia. Nagle pojawił się Kingsley
- Witaj Harry - powiedział - przepraszam, że tak nagle
- Nic, się nie stało. Może kawy? - spytałem
- Z chęcią
- Stworek
- Tak sir
- Przynieś Kingsleyowi kawy - powiedziałem
- No, więc Harry bardzo się ucieszyłem, na twój list. Chciałbym cię przyjąć, na stanowisko mojego zastępcy - powiedział
- Ale przecież, ja dopiero zacznę - zaprotestowałem - to będzie nie fair wobec innych
- Nie fair? Chłopie uratowałeś świat, Jesteś sławny, odważny i potrafisz znaleźć rozwiązanie nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Jesteś idealny
- No, niech Ci będzie
- Świetnie, już nawet mam dla ciebie zadanie
- Jakie? - spytałem
- Musisz polecieć na Privet Drive numer 4 i przemówić do rozsądku twojemu wujowi, który męczy Dudleya córkę, ponieważ ta ma moce
- Dobrze, ale wiesz jakie mam stosunki z nimi
- Wiem, jutro jest niedziela, Dudley i reszta będzie w domu. Pojedź tam wtedy
- Dobrze - odparłem - jak mi się już uda, to co wtedy?
- Wtedy będziesz miał resztę niedzieli dla siebie. Przyjdź do pracy w poniedziałek na 8 rano. Będziesz miał gabinet, przyjdź do mnie, a ja cię wprowadzę
- Dobrze - odparłem
Dopił kawę i zniknął. Przekazałem naczynia stworkowi i spojrzałem na zegarek. Dopiero 19 , może pojawię się w norze? Pojawię się przed drzwiami i zapukam. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Zapukałem i czekałem
- Ach, Harry kochaneczku wejdź - powiedziała pani Weasley
- Dzień dobry - powiedziałem
Wszedłem do środka i przywitałem się ze wszystkimi. Gin i reszta zeszła na dół, przypomniałem sobie, co miałem zrobić. Wziąłem Ginny obok i uklęknąłem
- Ginny, posłuchaj mnie uważnie. Wiem, że sprawię Ci dużo kłopotów. Nie zaznasz spokojnego życia przy moim boku, ale pytam się ciebie. Czy zechcesz być moją żoną? - spytałem i odsłoniłem pierścionek
Ginny patrzyła na mnie dziwnie, ale po chwili uśmiechnęła się promiennie
- Tak! - krzyknęła i wpadła mi w ramiona
Pocałowałem ją czule, po czym założyłem pierścionek na palec.
- Gratulacje Harry! - powiedział Syriusz
- Ach, Harry w końcu będziesz w rodzinie - powiedziała pani Weasly
- Dziękuję pani - odparłem
- Mów mi Molly, Arturze chodź tu szybko
- Co się stało? - spytał wchodząc
- Harry oświadczył się naszej Ginny
- Gratuluję Ginny, Harry witamy w rodzinie
- Dziękuję panu
- Mów mi Artur - powiedział
- Dobrze - odparłem
Po chwili, gdy już wszyscy nam pogratulowali, nadszedł czas na Rona i Mione. Łypałem na nich groźnie nie odzywając się.
- Gratulacje - powiedział Ron
- Matko! Podajcie ręce na zgodę i bądźcie przyjaciółmi - powiedziała Ginny
- Nie ma mowy, po tym co mówił? W życiu... - powiedziałem
- Wiesz, że będziecie rodziną, prawda?
- Wiem, ale ja nie będę się do niego odzywał, nie po tym co zrobił. - zwróciłem się do niego - wiesz o czym mówię
Zarumienił się i spojrzał na podłogę
- O co chodzi? - spytała Miona
- Wtedy jak z tobą zerwałem, przed poszukiwaniami.
- No
- To nie, ja tylko on. Ja wtedy miałem szlaban u Snape'a - powiedziałem - potem nie mogłem Ci powiedzieć, żeby Ron nie dostał po głowie, ale teraz Ci to mówię - powiedziałem
- Co zrobiłeś?! Jak mogłeś! Jesteś moim bratem do cholery! Jak mogłeś to zrobić? - krzyknęła i spoliczkowała, go
Wtuliła się we mnie i cicho załkała. Pocieszałem ją szepcząc do ucha. Cały czas groźnie łypałem na Rona, jak próbował się odezwać ,albo zbliżyć. Niech zostawi nas w spokoju. Ginny usnęła, a ja przeteleportowałem nas do mojego pokoju przy Grimmuald Place nr 12
- Gdzie jesteśmy - spytała
- U mnie w pokoju - powiedziałem
- To dobrze, bo jestem śpiąca
- A, więc chodźmy spać...
 

 
- Harry - zaczęła Ginny - może się przeprosicie? - spytała
- Nigdy w życiu. Nie po tym co gadał.
Parsknął śmiechem, a ja wbiłem w niego morderczy wzrok. Gdyby spojrzenie mogło zabijać już dawno by leżał martwy.
- Posłuchaj mnie Harry, jesteś idiotą, bo uciekłeś...
- Jesteśmy teraz w norze - powiedziałem - mały pojedynek czarodziejów. Bez sekundantów tylko ty i ja. Walczymy tak długo, aż jedna osoba się podda
- Spoko - powiedział
- Ron, nie masz szans z nim - powiedziała Hermiona
- Phi, on jest słaby
- Nie rozumiesz, przez te trzy miesiące stracił kontrolę nad sobą. Rozumiesz! on jest nieobliczalny
Na jego twarzy pojawił się strach, a ja widząc to posłałem mu szyderczy oraz krwiożerczy uśmiech. Wyszliśmy na dwój i stanęliśmy na przeciwko siebie
- Protego Totalum - krzyknąłem. - Ogrodziłem ich od nas. Nikt Ci nie pomoże Rolandzie
- Phi, nie żartuj sobie ze mnie
Na mojej twarzy pojawiło się coś, co Rona przerażało za każdym razem. Krwawa mina, zawszę ją miałem, gdy byłem bardzo zdeterminowany, albo jak rozmawialiśmy o Voldku.
- To zaczynamy. 3,2,1 - powiedziałem
- Expeliarmus
Odbiłem jego zaklęcie
- Levicorpus - podniosło go w górę - Liberacorpus - opadł na ziemię
- Drętwota - krzyknął Ron, ale odparowałem zaklęcie
- Rictumsempra
Odrzuciło, go. Szybko wrócił do dawnej pozycji i zaatakował. Nagle w mojej głowie coś się zmieniło. Teraz coś mi podpowiadało tylko jedno zaklęcie. Crucio, Crucio... Nie mogę, to nie z moim stylu.
- Petrifikus Totalum - krzyknąłem a Ron zastygł w bezruchu.
Opadłem na kolana. Moją głowę opanował silny ból. Wrzasnąłem przeraźliwie. Moja głowa.... Ból się rozchodził i po chwili leżałem na ziemi i wrzeszczałem. Ron się podniósł, bo zaklęcie przestało działać. Nie zareagował, ale zniszczył barierę. Ginny do mnie podbiegła. Głowa mi pękała. Każdy mięsień, każdy nerw mnie bolał. Jakaś niewidzialna siła podniosła mnie do góry. W oczach było widać tylko białka. Wstałem, ale nic nie widziałem. Nie mogłem poradzić nic na moje poruszające się ciało. Jakby miało własny rozum, albo ktoś nim sterował. Poczułem jak poruszam ręką i celuję w kogoś. Nie poddałem się i wypuściłem różdżkę, nie mogę nikogo skrzywdzić. Ból wrócił, a ja upadłem na kolana i nie mogłem wytrzymać. Ból był nie do zniesienia. Wrzeszczałem, słyszałem jak ktoś przy mnie opada
- Harry - powiedział spanikowany Syriusz - proszę cię Harry uspokój się
- N nie panuję nad tym - wychrypiałem i ponownie wrzasnąłem - tak, boli Syriusz. To tak bardzo boli
Wrzasnąłem ponownie.
- Co boli? - spytał
- Wszystko - powiedziałem
Moje ciało podniosło się do góry. Ustałem, ale upadłem. Nie chciałem wstawać. Coś mnie opętało. Nie mogę wstać, bo kogoś skrzywdzę, nagle w mojej głowie odezwał się głos
"Dam Ci już spokój, przynajmniej na razie...."
Ból ustał, a ja opadłem na czworaka. Dyszałem ciężko i próbowałem wstać. Nic z tego prawie upadłem, ale Syriusz złapał mnie pod ramię i zaprowadził na kanapę. Usiadłem,a Gin się do mnie przysiadła. Bez chwili wahania przytuliłem ją do siebie i przez chwilę wdychałem tylko jej zapach
- Co to było? - spytał Ron
- Co cię to obchodzi? - spytałem, nadal byłem na niego wściekły
- Harry, odpowiedz - powiedział Syriusz
- Walczyliśmy i po krótkiej wymianie zaklęć, w mojej głowie pojawił się głosić, który szeptał Cruciatus, Cruciatus, Crucio.... Coś we mnie chciało tego użyć, ale się temu oparłem. Spetryfikowałem, go ale moją głowę zaczął rozsadzać jakiś ból... - opowiedziałem im o tym dziwnym głosie, oraz rozsadzającym mnie bólu - to tyle
- Dziwne, na prawdę dziwne
 

 
Rozmyśliłem się więc aportowałem się na strych Grimmuald Place 12. Wyczarowałem sobie łózko i usiadłem na nim. Myślałem o wszystkim. Jak ten Ron mógł mnie tak zdenerwować? Przegiął, a po za tym to on się rzucił na mnie pierwszy. Ja się nie kontroluję, przez te krótkie życie jako zwierze. Odzwyczaiłem się, teraz nie potrafię poradzić sobie z gniewem. Nie chcę pogodzić się z Ronem i to na pewno nie ja wyciągnę jako pierwszy rękę. To on mnie sprowokował... Usłyszałem kroki, a potem głosy. Syriusz i Ginny
- Na strychu powinienem mieć coś Harry'ego
- Dziękuję
Weszli, ale na początku mnie nie zauważyli
- Po co ci moje rzeczy?- spytałem wychodząc z cienia
- Harry!
Wpadła mi w ramiona
- Nie, mogę Cię skrzywdzić tak jak tego .... - urwałem
- Nie skrzywdzisz mnie, ja to wiem
- Ale... - przerwałem widząc jej szczęśliwe spojrzenie - to po co Ci moje rzeczy?
- Ee....
- Tak, dokończ wypowiedź
- Potrzebne mi były, ale skoro się znalazłeś to już nie potrzebne
- Syriusz, nie ucieknę jeżeli nie każecie mi się pogodzić z tym idiotą
- Załatwione - powiedział
- Chodźmy na dół - powiedziałem - jak zareagowali na moją napaść inni?
- No cóż byli zszokowani, ale opanowali się i nawet niektórzy Cię usprawiedliwiali, ja siedziałam cicho i myślałam.
- Mhm... Okey, to chodźmy
Zeszliśmy na dół, a na kanapie siedział Ron i Miona. Zagotowało się we mnie. Przytuliłem Ginny, żeby się uspokoić. Nie zauważyli nas na początku, ale po chwili już tak. Zamilkli,a ja usiadłem w fotelu i nie spuszczałem z nich wzroku.
Gniew widać było widać, był wręcz namacalny. Hermiona unikała mojego spojrzenia, ale Ron patrzył mi w oczy i podtrzymywał wojnę na wzrok, po chwili na kolanach usiadła mi Ginny i pocałowała mnie. Oderwałem od niego wzrok i skupiłem się na Gin... Jeżeli Ron zbliży się do mnie, albo odezwie to obiecuję, że mu przyłożę...

 

 
Ocknąłem się. Leżałem w czyimś pokoju. No nie! Dałem się podejść tym gnojkom, chciałem zginąć. Ja nie mogę tu zostać. Chciałem wstać, ale poczułem na ręce jakiś metal. Kurwa! Kajdanki? Żartują sobie ze mnie, czy co? Hm... "Alohomora", nic to może. Nie bombardo nie. Hmm... Może... Wiem! "Confrigo". Kajdanki wybuchły, a ja szybko zabrałem kilka rzeczy do jakiegoś plecaka i zanim drzwi się otworzyły zniknąłem. Nie mam zamiaru się tutaj zatrzymywać...
~~Ginny
Usłyszeliśmy wybuch. Pobiegliśmy na górę i usłyszeliśmy tylko jakiś trzask. Harry'ego już nie było. No nie znowu zwiał.
~~Harry
Tym razem ukryję się lepiej. Wszyscy pewnie byli w norze, ale nie mogę tam wrócić. Mam pomysł! Zrezygnuję z mojej ludzkiej formy. Będę miał w ubraniach różdżkę i jakieś pieniądze, ale schowam się w lesie, w którym często spotykane są czarne pantery. Przeniosłem się tam i zmieniłem. Zaszyłem się głęboko w lesie.
~~3 miesiące później~~
Usłyszałem jakieś głosy. Nadstawiłem uszu i słuchałem tych ludzi.
- On musi tu gdzieś być - powiedziała zdesperowana Gin
- Na pewno, to już 10 las w którym jesteśmy - powiedziała Ruda
Zeskoczyłem i najeżyłem sierść. Chciałem ich stąd przegonić. Z nimi była jakaś inna pantera
"Harry?"
"Czego?"
"Błagam wróć. Ginny prawie nie wychodzi z pokoju, nie odzywa się do nas. Syriusz się upija"
" Nie mogę, będziecie przeze mnie cierpieć"
Usłyszałem trzask za sobą. Wyskoczyła inna pantera i chciała się na nich rzucić. Zrobiłem to pierwszy i przygwoździłem ją do ziemi. Przewróciła mnie i rozorała mi bok pazurami. "Wiejcie". Zaatakowała ponownie, ale ja się jej odwdzięczyłem. Nie na darmo, się tu osiedliłem, żeby takie coś mi przeszkadzało. Chciałem dobrać się do jej szyi, ale uniemożliwiła mi to dobierając się do tego samego miejsca pogłębiając ranę. Zagoniłem ją w krzaki i tam rozorałem szyję. Wyszedłem z krzaków krwawiąc. Gin, chciała do mnie podlecieć, ale ryknąłem ostrzegawczo. Przed oczami pojawiły się mroczki i upadłem. Odmieniłem się ostatkami sił. Nie chciałem, żeby się do mnie zbliżali, więc podniosłem się na kolana i spojrzałem na nich. Stali przede mną Ron, Miona i Ginny. Jaka ona piękna, zaparło mi dech w piersi. Nie mogę wrócić. Coraz bardziej krwawiłem, więc uleczyłem się i wstałem.
- Proszę Cię Harry wróć do nas - powiedziała Ginny
- Nie mogę, muszę się trzymać od was z daleka, bo inaczej ktoś prędzej czy później was skrzywdzi przeze mnie
-Wytrzymamy to star - odparł Ron
- Nie mogę - powiedziałem niepewnie, spojrzałem Ginny w oczy
Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem. Mój koci instynkt zadziałał w ostatniej chwili odepchnąłem Gin i przemieniłem się atakując przybysza. Nie znałem, go i już miałem zamiar dobrać mu się do gardła, gdy uprzedziła mnie Ruda
- Harry, nie! To niewinny człowiek. Mugol!
Ryknąłem ostrzegawczo na co uciekł z krzykiem. Odmieniłem się i przytuliłem ponownie do Gin.
- Kocham cię - wyszeptałem
Pocałowałem ją namiętnie. Świadomość jej ust na moich działała na mnie kojąco. Nie mogłem się powstrzymać i połączyłem nasze języki. Mruknęła zachęcająco. Matko! Jak ja za nią tęskniłem przez ten czas. Nie odejdę już od niej nigdy.... Z Mioną i Ronem nie przywitałem się, bo obraziłem się na Rona za to, że złamał obietnicę, a za Hermionę za to, że odebrała mi posiłek sprzed nosa. Łypałem na nich groźnie. Gin teleportowała mnie do Syriusza. Matko! Stoczył się przeze mnie. To moja wina
- Syriusz - powiedziałem niepewnie
- Harry? - spojrzał na mnie, a jego twarz rozjaśniła się i pojawił się uśmiech
Przytulił mnie mocno, a ja przytuliłem go mocniej. Tak się cieszyłem. Przez te 3 miesiące miałam wyłączone człowieczeństwo. Nie miałam zamiaru się odmieniać. Wolałem wolność jako kot, niż jako człowiek. To mnie irytowało, ale wiem, że stałem się bardziej wybuchowy.
- Dlaczego? - spytał
- Musiałem, ale wróciłem i nie zamierzam nigdzie odchodzić - powiedziałem pewnie
- To świetnie, a teraz przepraszam muszę wytrzeźwieć
Poszedł do swojego pokoju, a ja opadłem na kanapę. Gin przysiadła się do mnie i przytuliła się. Ron i Hermiona przyszli po chwili. Próbowali mnie zagadać, ale ja tylko łypałem na nich groźnie. Nie chciałem z nimi rozmawiać. Chyba zrozumieli aluzję, bo zniknęli. Zostałem z Ginny i rozmawiałem z nią o wszystkim. Razem poszliśmy do mnie do pokoju. Nie było kurzu, więc pewnie Gin w nim siedziała. Ciekawe...
Usiadłem i przyciągnąłem do siebie. Stanęła pomiędzy moimi nogami, a ja namiętnie ją pocałowałem wędrując palcami po jej ciele. Jest taka piękna
- Chcesz tego? - spytałem
- No pewnie kotku - odpowiedziała
Pchnęła mnie, tak żebym leżał. Usiadła na mnie okrakiem, przez co byłem bardziej podekscytowany. Pocałowała namiętnie. Zrobiliśmy to, a potem jeszcze rozmawialiśmy, aż nie usnęliśmy. Ubrała moją koszulkę i spodenki. Ja ubrałem koszulkę z napisem "Never give up" i przetarte jeansy. Spaliśmy, aż usłyszeliśmy pukanie do drzwi
- Kto tam?
- Ron i Hermiona
- Idźcie sobie - powiedziałem ostro
- Na dole są wszyscy chcą cię zobaczyć - przewróciłem oczami
- Idę idę
- Przebierz się i zejdź - powiedziałem puszczając jej oczko
Zachichotała i pocałowała mnie w usta. Zeszedłem na dół i serio byli tam wszyscy. Fred, George, Remus, Tonks, Rodzice Ginny, Syriusz,Kingsley i inni. Byłem zdziwiony. To mało powiedziane.
- Harry, jak dobrze wróciłeś - powiedziała pani Weasly
Po chwili wszyscy mnie uściskali. Gdy skończyli musiałem im opowiedzieć, co robiłem. Nagle zacząłem widzieć jakoś niewyraźnie. Zdjąłem okulary i widziałem normalnie. Podejrzane, ale nie muszę już nosić tych pingli. Zgniotłem je w ręce, na co wszyscy się znowu odwrócili w moją stronę
- No co? - powiedziałem
- Okulary - powiedział Ron, łypnąłem na niego groźnie
- Widzę normalnie dzięki - powiedziałem oschle
- Serio?! - spytał Remus
- Tak
Syriusz wskazał na coś ręką
- Nie, nie wybiła jeszcze 13 - powiedziałem
Zdziwił się, ale po chwili wybuchnął prawdziwym uśmiechem. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Po chwili Gin zeszła, a ja bez wahania podszedłem do niej pocałowałem w usta.
- Stary, jak się czujesz - spytał Ron, gdy się od niej oderwałem
- A co cię to? - spytałem oschle
- Co Ci się stało - spytała Ruda
Wściekłem się, na mojej twarzy odmalowała się niczym nie kontrolowana furia, chyba wszyscy to zauważyli, bo cofnęli się o kilka kroków do tyłu. Wszyscy oprócz Ginny, która stała obok mnie trzymając mnie mocno za rękę.
- Złożyłeś obietnicę idioto. Złamałeś ją, za to jesteś na niego wściekły, a na ciebie za wszystko co się stało do tej pory - krzyknąłem po chwili
- Przestań stary. Musiałem to zrobić, martwiłem się
- Czy ja kiedykolwiek złamałem daną obietnicę?! - ryknąłem
- No... nie - odparł po chwili wahania
- Właśnie, stoisz przede mną i się ze mną kłócisz. Dobrze mi było tam gdzie byłem. Jedyne za czym tęskniłem to Syriusz i Ginny. Do ciebie za bardzo mi nie było tęskno.
- Nie zasługujesz na Ginny, ona jest dla ciebie zbyt dobra! - krzyknął Ron - Ginny chodź tu do mnie - powiedział do niej
- Nigdzie nie idę - powiedziała mocno
Szarpnął ją za rękę. Wtedy moja złość się wyładowała. Wybiegłem na dwór i chciałem coś zniszczyć. Nie było za bardzo co. Moja furia sięgnęła zenitu, jak ten idiota za mną wybiegł.
- Nie zasługujesz na nią. Wielki mi wybraniec. Już wolałbym zamiast ciebie McLagena
- Tak?! To czemu jej tego nie powiesz? Może ją oświeć jaki to ze mnie idiota. Jasne, próbowałem was uchronić przed niebezpieczeństwem ze strony pragnących zemsty kopi Voldemorta! To nic takiego, przecież jestem taki samolubny - powiedziałem podnosząc głos
- Tak, jesteś idiotą - powiedział i uderzył mnie z pięści
Musiałem mu oddać, po prostu musiałem. Sam się oto prosił. Oddałem, mu a gdy się potknął i upadł usiadłem na nim okrakiem i zacząłem okładać, go pięściami. Odciągnęło mnie dopiero 10 osób. Nadal się nie wyładowałem, więc próbowałem się wyrwać, ale nic z tego. Udawałem spokojnego, a gdy się odsunęli teleportowałem się do mojego pokoju i wyjąłem plecak. Wziąłem kilka par ubrań. Trochę złotych galeonów, oraz klucz do Gringota. Teleportowałem się do nich. Ginny klęczała przy bracie
- Nie zawracajcie mi głowy. Nie cierpię tego gnojka. Ginny kocham cię bardzo mocno, ale muszę odejść zanim jeszcze kogoś skrzywdzę - powiedziałem i teleportowałem się do Gringota....
 

 
Leżałem na gałęzi i słuchałem ptaków śpiewu. Zaraz zajdzie słońce, a ja jestem głodny. Wstałem i skakałem z drzewa do drzewa. Spotkałem jakieś obozowisko. Przyczaiłem się i spróbowałem podsłuchać ich rozmowę
- Ten Potter to mój idol
- No genialnie, że zniszczył Voldemorta
- Walczyłem we wczorajszej bitwie, widziałem jak gadał z Voldkiem i szczerze mówiąc nie wyglądał jakby się bał. Gadał mu takie rzeczy, że on w którymś momencie się nawet odrobinę wystraszył
- A co byście zrobili gdybyście, go spotkali?
- Podziękował bym mu - powiedział jeden
- Ja bym poprosił o autograf
- Ja chyba bym skonał ze szczęścia
Zeskoczyłem z drzewa i zaryczałem. Spojrzeli się w moją stronę spanikowani. Spojrzeli w moje oczy i poderwali się momentalnie. Odmieniłem się
- Chyba nie chcecie mnie zabić, co? - spytałem
- Ciebie? Przecież ty jesteś Potter Harry
- No jakoś tak, a co?
- Nic, a co tu robisz? - spytał brunet
- Musiałem pomyśleć i uciekłem, a teraz trochę zgłodniałem. Macie coś do jedzenia? - spytałem
- No pewnie, mamy pieczonego ptaka
- Poczęstujecie?
- Z chęcią - powiedzieli po chwili - Siadaj
Przysiadłem się i zjadłem z nimi. Bardzo miło mi się z nimi gadało. Usłyszałem jakiś trzask i nawoływanie Ginny
- O nie, znaleźli mnie. Jakby co to mnie nie widzieliście, dzięki za jedzenie.
Przemieniłem się i pobiegłem w przeciwną stronę. Wdrapałem się na drzewo i skakałem od drzewa do drzewa. Gdy wybiegłem za ścianę lasu, zauważyłem kilka osób z wielkim kotem czatujących po tej stronie. Zakląłem w myślach i wybiegłem. Kot ruszył w pogoń, ale ja biegłem i się nie poddawałem. Nie mógł mnie dogonić. W końcu zobaczyłem jakąś rzeczkę. Przeskoczyłem nad nią i biegłem dalej. Spojrzałem w tył, Ron się nie poddawał. Teraz jeszcze do niego dołączył wielki pies. Kurwa! Syriusz. Zacząłem biec jeszcze szybciej. Może w końcu się zmęczą. Mam pomysł, odwróciłem się do nich przodem. Zatrzymali się i odmienili
- Harry, proszę odmień się - powiedział Syriusz
- Stary, no dawaj. Ginny się załamała
Zrobiło mi się jej żal, ale ryknąłem i wbiegłem na nich, żeby ich przewrócił. Udało się a ja biegłem w bok. Rozpędziłem się i biegłem ile sił w płucach. Mam dosyć tego, że się o mnie martwią. Ja nie chcę, tego. Chciałbym nie żyć tak jak Voldemort. Nie musiałbym się z nimi użerać. Nie lubię jak ludzie nadstawiają za mnie karku. To irytujące. Spojrzałem w tył biegli za mną, ale w oddaleniu. Spojrzałem się przed siebie. Wąwóz. No pięknie. Jeszcze tego brakowało. Odmieniłem się i nim do mnie dobiegli aportowałem się na drugą stronę, gdzie pognałem przed siebie jako puma. Uciekałem długi czas, gdy w końcu znalazłem jakiś las, pobiegłem na jej lewy koniec i odpocząłem na jakimś drzewie wysoko w liściach. Usnąłem, ale zbudził mnie jakiś trzask. Nadstawiłem uszu, to oni! Znaleźli mnie, no nie. Muszę uciec, ale nie mogę. Może się zatrzymam, w końcu się martwili. Nie, nie chcę. Mam różdżkę i to mi wystarczy, będę wszystko zdobywał za pomocą mojej sławy. No cóż przeskakiwałem z drzewa na drzewo, aż wyskoczyłem z lasu. Tam otoczyli mnie, ale ja się nie dam. Syriusz próbował mnie odmienić różdżką, ale uskakiwałem. Ron podszedł jako puma. Porozumiewaliśmy się pomrukiwaniami, ale ja pozostawałem czujny. Wyszukałem drogę ucieczki i rzuciłem się w tamtą stronę. Skoczyłem na Lupina i wbiegłem do lasu. Biegłem slalomem pomiędzy drzewami, co się będę dawać złapać. Zawsze im ucieknę, przecież jestem w tym świetny. Gdy wybiegłem z prawej strony odmieniłem się i aportowałem do poprzedniego lasu. Do tego dziwnego obozowiska. Nie było ich, ani nie zastałem nikogo z mojego pościgu. Wbiegłem w las i zmieniłem się, żeby poruszać się sprawnie. Na moje szczęście mogę biegać tak szybko jak zwierzę w które się przemieniam. Wolno się męczę. Biegłem przez ten las. Gdy wybiegłem po drugiej stronie znowu mnie złapali. Tym razem otoczyli mnie ciaśniej, ale i tak szukałem drogi ucieczki. Niestety postawili przede mną Ginny. Nie mogłem się dać. Ryknąłem kilka razy, na co się trochę cofali. Bali się mnie, jakbym oszalał. Podoba mi się ta postać. Nie wiem ile nie było mnie w domu. Straciłem poczucie czasu. Zrobiłem coś czego się nie spodziewali, rzuciłem się do gardła Ronowi. Cofnęli się, a ja przekazałem Ronowi tekst
"Każ im mnie puścić!"
- Nie ma bata - powiedział
" Każ, albo mocno cię uszkodzę, ja nie chcę żebyście się o mnie martwili, albo ginęli. Muszę odejść! Każ im mnie puścić!"
- Okey
"Obiecaj, że przestaniecie mnie szukać. Powiedz Ginny i Syriuszowi, że przepraszam, ale ludzie za mnie za dużo cierpieli."
- Wypuśćcie, go - powiedział do innych
- Nie, on musi wrócić
Zaryczałem ostrzegawczo, po czym rozorałem pazurami skórę na ramieniu Rona
- Puśćcie, go - powiedział krwawiąc
Rozstąpili się, a ja uciekłem jak ostatni tchórz. Czułem się bardzo źle. Będę musiał żebrać. Odbiegłem trochę, ale zatrzymałem się popatrzyłem w ich stronę. Kilka kolejnych osób się pojawiło i zaczęła się jatka. Co się dzieje. Zaalarmowany wróciłem. Zobaczyłem, że Ginny leży przed drętwote. Oni walczą ze śmierciożercami, którzy przetrwali. Odmieniłem się i odczarowałem Ginny. Nie spojrzałem na nią, ale oddzieliłem siebie i śmierciożerców od innych "protego totalum". Na początek wyeliminowałem kilku, na rozpoczęcie.
- Czego tu chcecie?
- Zemścić się na nich! - powiedział zapewne przywódca tej bandy
- Przecież to ja zabiłem waszego pana - powiedziałem
- Wiemy, ale jak ich skrzywdzimy, to ciebie to zaboli. To twoja słabość
- Nie dotkniecie ich!
"Sprzątnąłem" jeszcze kilku i zostawiłem ich przywódce.
- Nie tkniecie ich. Pogódźcie się z tym, że Voldemort nie żyje! Nie powróci, bo to jest niemożliwe. Crucio - krzyknąłem
Zaniósł się od bólu, gdy mi się to znudziło powiedziałem "drętwota". Wycofałem się w drugi róg tarczy.
- Nie chcę was krzywdzić. Nie zniosę, więcej cudzych cierpień przez moją osobę. Kocham cię Ginny i przepraszam. Syriusz dziękuję Ci, ale nie mogę tak żyć. Tyle przeze mnie wycierpieliście. Powinniście mnie nienawidzić.
Odczyniłem tarcze i zniknąłem. Przeniosłem się na jakąś ulicę. Mugole nic nie zauważyli, zresztą nieważne. Przeszedłem trochę, ale kilku mnie napadło i zagoniło w kozi róg.
- Czego chcecie? -spytałem
- No cóż Potter. Nie dasz nam wszystkim rady, jesteś za słaby na to. Szczególnie, że przed chwilą walczyłeś - powiedział jeden
- Teraz to my cię obijemy
- Proszę bardzo - powiedziałem i rozłożyłem ręce, na brak protestu. Dostałem dwoma Cruciatusami na raz. Ból był nie do zniesienia. Nie chcą mnie zabić, ale mocno obić. Gdy oni skończyli zaczęli inni. Na koniec potraktowali mnie sectumsemprą. Zostawili mnie krwawiącego. Przywołałem ostatkiem sił patronusa i zapowiedziałem im, że prawie umieram i zaraz się pojawię, ale i tak niedługo potem zniknę. Widzimy się w norze.
Pojawiłem się na klęczkach. Krwawiłem z kilku miejsc. Upadłem, ale czyjeś ręce mnie złapały. To ostatnie co pamiętam...
\
 

 
Pod koniec filmu przyleciał patronus Syriusza
" Dzieciaki, chyba mnie powaliło, ale do rzeczy. Dzisiaj myślałem, że widziałem Lupina. Byłem na mieście i poszedłem za nim, ale zniknął. Do rzeczy wróciłem do nory, a on tam siedzi i gada, że Fred żyje. Nie wiem o co chodzi. Przyprowadził kilku ludzi i mówi, że są pod eliksirem wielosokowym. Szybko do nory. Już!
Wstaliśmy oszołomieni. Szybko wszedłem do kominka i po chwili wyszedłem w norze. Po chwili pojawiła się reszta. Ginny w moich ubraniach. Co jest?
- Co się dzieje?
- Harry - znam ten głos
Po chwili pojawił się Lupin. Wyciągnąłem różdżkę i wycelowałem w niego
- Co siedziało w kącie twojego gabinetu, gdy pierwszy raz do ciebie przyszedłem? - spytałem
- Druzgotek w akwarium - odparł spokojnie
- Lupin - odrzuciłem różdżkę na stolik i przytuliłem, go
- Jakim cudem? - spytałem
- Śmierciożercy nas pojmali. Mi Fredowi, Tonks udało się uciec. Tylko nam, ale mieliśmy szczęście. Za 2 minuty eliksir przestanie działać. Może usiądziemy
Przytaknąłem i sięgnąłem po różdżkę, żeby schować ją do kieszeni. Czekaliśmy, a czas wlókł się niemiłosiernie. Gdy w końcu wrócili, nie wahałem się podszedłem do Freda i zdzieliłem, go w głowę
- Ej! Za co?
- Za to, że przez ciebie nawet Ginny trochę płakała. Po za tym, nie miałem kogo przedrzeźniać
- Okey, a gdzie mój bliźniak?
- Nie przyjechał
- Ściągnę go
Po chwili teleportowałem się do sklepu Weasley'ów
- George!
- Co chcesz ?
- Chodź
- Gdzie?
- Do nory - złapałem, go za rękę i teleportowałem się z powrotem.
George upadł, bo teleportowałem się nagle
- Po co żeś mnie tu ściągnął?
- Nie chciałeś się ze mną zobaczyć? - spytał Fred
Wytrzeszczył oczy
- Ty jesteś tylko duchem - powiedział George
- Czy duchy mogą zrobić tak? - podszedł do niego i kopnął go w piszczel
- Ałć, mogłeś mnie przytulić idioto - powiedział George
- Wstawaj mazgaju
- Cicho - powiedział
Wstał i przytulił brata. Nie mógł uwierzyć, po chwili zauważyliśmy, że wszyscy już są. Bill, Charlie i Percy bez słowa przylgnęli do brata i nie chcieli puścić.
Molly i Artur też długo, go przytulał. W końcu przyszła kolej na Ginny. Podbiegł do niej i przytulił ją. Zagarnął mnie przy okazji
- Jak ją skrzywdzisz, to ja skrzywdzę ciebie
- Spokojnie nic takiego nie będzie miało miejsca
- Mam nadzieję
Potem przytulił Rona i Mionę.
- Właśnie, bo pewnie nie wiecie jakim cudem ja i Ron mogliśmy tak długo przetrwać. Hermiona używała zaklęcia kameleona. Ja i Ron czegoś innego.
- Czego - spytała Tonks
- Tego
Przemieniliśmy się dwie czarne pumy. Niektórzy byli przerażeni. Fred i George chcieli nas miotnąć zaklęciami, więc rzuciliśmy się na nich i groźnie wyszczerzyliśmy zęby. Odsunęliśmy się i wróciliśmy do ludzkiej postaci
- Nie mówcie nikomu, okey?
- Nikomu - potwierdzili wszyscy
Siedzieliśmy, ale ja się nie śmiałem. W pewnym momencie, jak nikt nie zwracał na mnie uwagi, wyszedłem na dwór. Tam przemieniłem się w pumę i pobiegłem przed siebie wtapiając się gdzieniegdzie w cień. Nikogo nie napotkałem. Biegłem tak długi czas. Nie chciałem, żeby mi ktoś towarzyszył. Chciałem być sam. Całkowicie. Gdy dotarłem do jakiegoś lasu schowałem się w cieniu drzew. A raczej liści, bo wspiąłem się na to drzewo i myślałem o wszystkim co się wydarzyło....
 

 
W drzwiach stał Syriusz. Zatkało, go. Dziewczyny pierwsze się ocknęły. Wzięły go za ręce i wciągnęły do środka. Usiadł, a wtedy ja doskoczyłem zwinnym ruchem do drzwi i zamknąłem je. Zamruczałem modląc się by ktoś zrozumiał.
- Muffiato - powiedziała Ginny
- No więc o co tu chodzi? - spytał Syriusz
- Chłopaki - powiedziała Hermiona
Odmieniliśmy się na oczach spanikowanego Syriusza
- Więc już wiesz - powiedziałem
- Jesteście animagami?
- Tak, od 2 dni - odparłem
- Przecież to niebezpieczne - powiedział
- Tobie i tacie się udało, więc też spróbowaliśmy
- Nam się udało.... Ale..... Nie mogę powiedzieć nic mądrego, bo sam to zrobiłem. Tu mnie macie. Nie możecie być niezarejestrowani
- A ty? - spytałem
- Ja się zarejestrowałem niedawno
- My też możemy to ukrywać, będzie to taka nasza tajemnica. Nie możesz nikomu powiedzieć - powiedziałem dobitnie - Syriusz proszę - popatrzyłem na niego błagalnie
- No dobrze, ale chociaż powiedzmy Arturowi. Powinien wiedzieć o was, ze względu na Rona
Spojrzałem na Rona, a ten pokiwał głową.
-Idź zawołaj go - powiedziałem
Wyszedł, a ja przyciągnąłem do siebie Ginny i pocałowałem namiętnie. Od razu oddała pocałunek, a ja zacząłem się rozluźniać. Emocje opadły. Skończyliśmy się całować w chwili, gdy do pokoju weszli Syriusz i tata Rona i Ginny
- No co chcecie mi powiedzieć?
- No lepiej to pokazać - powiedziałem
Po chwili ja i Ron byliśmy wielkimi kotami. Pan Weasly patrzył na nas ze zdziwieniem w oczach.
- To genialne! - powiedział, gdy wróciliśmy do swojej postaci
- Bez przesady - powiedział Ron
- Nie przesadzam, a tak w ogóle Harry cieszę się, że to ty chodzisz z moją córką - powiedział na co się zarumieniłem - Hermiono, mam nadzieję, że będziesz miała dobry wpływ na Rona - zaśmiał się radośnie
- Tylko nie można o tym nikomu wspominać - powiedział Ron
- Dobrze, będę cicho jak mysz pod miotłą.
Uśmiechnąłem się gdy wyszli. Poczułem jak powietrze ze mnie schodzi, więc usiadłem na łóżku. Nie mogłem nic wykrztusić.
- Mam tylko jedno pytanie - zaczął Ron
- Czy mógłbyś Harry przenieść się na kanapę, chciałbym dzisiaj pogadać z Hermioną bez świadków
- Pewnie - odparłem
- Bez przesady powiedziała Ginny, nie będziesz spał na kanapie, bo to zaalarmuje rodziców. Dzisiaj będziesz spał u mnie - powiedziała
- Okey, jeżeli to nie problem.
- Żaden, raczej przyjemność - powiedziała
Siedzieliśmy jeszcze trochę i jak już na 100% wszyscy spali przeniosłem się z Ginny do jej pokoju. Usiadłem na łóżku i przyciągnąłem ją do siebie. Stała pomiędzy moimi nogami i całowała mnie namiętnie. Po chwili pogłębiliśmy nasz pocałunek. Tak się cieszyłem, że o nas wiedzą, że szczęście jakie odczuwałem było niemal namacalne. Nigdy nie czułem się tak szczęśliwy...
~~~~Dzień po pokonaniu Voldemorta~~~~
Siedziałem w domu przy Grimmuald Place nr 12. Nie mogłem się cieszyć wiedząc, że tyle osób oddało życie. Jak mam się cieszyć? Ginny jest z rodziną, a Hermiona jest w norze. Syriusz leży u siebie i pewnie śpi. Ja nie mogłem zasnąć tego dnia. Mam 17 lat i więcej zasług niż nie jeden emeryt. To mnie nie cieszy. Znaczy super, że Voldemort nie żyję i w ogóle, ale nie mogę się uśmiechnąć. Moja różdżka z piórem feniksa znowu działa. Usłyszałem pukanie do drzwi, więc poszedłem otworzyć. Gdy je otworzyłem ktoś rzucił się mi w ramiona. Okazało się, że to Ginny. Jest sama, więc ciągle ją tuląc wciągnąłem do środka i zamknąłem drzwi kopniakiem. Jak mi jej brakowało. Powinna być teraz z rodziną
- Co ty tu robisz - spytałem ciągnąc ją do siebie do pokoju
- Już po pogrzebie, Lupin i Tonks zostali razem pochowani przez jej rodziców.
- Dlaczego przyjechałaś?
- Bo nie mogłam już tam wytrzymać. Wszyscy byli smutni z powodu śmierci Freda. George zapowiedział, że nadal ma zamiar prowadzić sklep tylko, że z Lee Jordanem. Próbował wszystkich rozśmieszyć, ale nie udawało mu się to. Ja nie mogłam już tam wytrzymać. Ron i Hermiona cały czas rozmawiali ze sobą, więc przybyłam tutaj. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam - powiedziała nerwowo zagryzając wargę
- Nie przeszkadzasz. Właśnie o tobie myślałem - powiedziałem
Nie rozmawialiśmy, bo musieliśmy nadrobić te kilka miesięcy. Matko! Jak ja ją kocham. Całowaliśmy, się gdy do pokoju wszedł Syriusz, który trochę ucierpiał.
- Cześć gołąbeczki - miał dobry humor
- Cześć - odpowiedziała Ginny
- Jak tam u rodziny?
- Smutek, nie mogłam tam wytrzymać - powiedziała szczerze
- Trochę smutno, że Fred nie żyję - powiedział Syriusz
- Trochę, nie miałam z kim rozmawiać, więc przyleciałam tutaj. Mam nadzieję, że pozwolisz mi tutaj zostać na jakiś czas
- No pewnie, im więcej ludzi tym lepiej
- Nie kracz, bo się zlecą - powiedziałem na co się zaśmiał
- Spokojnie Harry, ja nie mam zamiaru płakać nad śmiercią innych. Cieszę się, że najbliższe mi osoby żyją. Szkoda mi Lupina - powiedział i na chwilę pojawił się grymas zamiast uśmiechu - Ja się cieszę, że żyjesz Harry. Nie chciałbym cię stracić - powiedział
- Jak Hagrid mnie niósł usłyszałem twój przeraźliwy krzyk. Ledwo się powstrzymałem, żeby wtedy się ujawnić. Nic mnie tak nie przeraziło. Po za tym, chyba bardzo się ucieszyłeś, gdy uciekłem co?
- Nawet nie wiesz jak bardzo, jak zobaczyłem jak udajesz martwego, nie mogłem wytrzymać. Chciałem zabić tam wszystkich, szczególnie Voldemorta. 10 osób mnie musiało powstrzymywać - dodał
- Prawda - potwierdziła Ginny
- Cieszę się, że żyjesz i jesteś szczęśliwy razem z Ginny - powiedział - lecę teraz do Nory. Przekazać im coś?
- Powiedz Ronowi i Hermionie, że jestem tutaj i w razie gdyby chcieli tutaj przylecieć niech wezmą mi jakieś rzeczy
- Okey, to zostawiam was samych. W razie czego przyślę mówiącego patronusa
- Okey - powiedzieliśmy razem
Po chwili zniknął w ogniu. Zostaliśmy sami, ale nie nudziliśmy się. Opowiadałem jej co robiliśmy jak szukaliśmy horkruksów. Teraz jestem szczęśliwy, że nic nie będzie się działo, ale wiem, że ja bez kłopotów zbyt długo nie wytrzymam. Ona opowiadała mi o tym jak dzielnie wspierała innych podczas naszej walki. Jak wykręcali numery w szkole.
- Chyba muszę się umyć - powiedziała w którymś momencie
- Nie masz ubrań - przypomniałem jej
- Wiem - odparła
- Chodź
Zaciągnąłem ją do swojego pokoju, który był w stylu Gryfona. Wyciągnąłem t-shirt i spodenki. Podałem jej
- Masz przebierz się w to - powiedziałem
- Dzięki Harry. Kocham Cię - powiedziała
- Ja ciebie też kotku - powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie
Oddała pocałunek, by po chwili zniknąć w łazience. Zszedłem i włączyłem telewizor. Oglądałem telewizję, gdy z kominka wyszła szczęśliwa para Ron i Hermiona (nazywam ją Ruda)
- Hej, jak tam? - spytałem podchodząc do nich
- Super stary - podał mi plecak - rzeczy Ginny, gdzie ona jest?
- Kąpie się - powiedziałem
- Mhm, a w co się przebierze?
- Dałem jej moją koszulkę i spodenki
- Okey, spoko
- Wy też chcecie się tu zatrzymać, bo Syriusz pewnie zostanie na kilka dni w norze
- No pewnie, po to przyjechaliśmy. W którym pokoju będziemy mogli spać? - spytała Ruda
- W tym, który zazwyczaj zajmowaliśmy my - powiedziałem do Rona
- Okey, a co robisz?
- Oglądam telewizję, ale zgłodniałem - odparłem - czekaj. Stworek - zawołałem
- Tak? - spytał pojawiając się nagle
- Czy mógłbyś zrobić kanapki?
- Oczywiście sir - odparł i zniknął w kuchni
- Chyba cię polubił - powiedziała Hermiona
- Polubił, bo go szanuję i też przez ten medalion, który mu dałem.
- No tak, chyba się ucieszył, co?
- Chodzi wniebowzięty, a widziałaś jak walczył?
- No, zdziwiło mnie to
- Mnie też, ale Stworek to w gruncie rzeczy dobry skrzat - powiedziałem
- Cześć - powiedziała Ginny schodząc do nas w moich ubraniach
- Hey - odpowiedzieli równocześnie
Przysiadła się do mnie i przytuliła. Siedzieliśmy wcinając kanapki od stworka i oglądając jakiś film. Byłem wniebowzięty...
 

 
Jedziemy pociągiem, ja Ron i Hermiona siedzimy w jednym przedziale i rozmawiamy. Na różne tematy, gdy temat schodzi na mój związek z Ginny, Ron się trochę spina.
- Jak tam w związku? - spytała Hermiona
- Świetnie, a co? - spojrzałem na nią podejrzliwie
- Nic, nic. A ile jesteście razem?
- 3 tygodnie 4 dni i - spojrzałem na zegarek - 5 godzin
- Wow, ty chyba serio ją kochasz - powiedział Ron
- Tak Ron i zbyt prędko się mnie nie pozbędzie
- Nawet nie spróbuję - powiedziała Ginny wchodząc do przedziału
Podeszła do mnie i pocałowała mnie w usta. Usiadła obok mnie, a ja objąłem ją ramieniem. Ron patrzył na nas sceptycznie
- Mam pytanie - powiedziała Ginny
- Nie mów im, proszę - powiedziałem
- Oj, przestań - powiedziała
- Nie! - powiedziałem poważnie
- Cicho, słuchajcie Ron podobasz się Hermionie, a ty Hermiono podobasz się Ronowi. - powiedziała
- Co?! - krzyknęli razem
Skrzywiłem się, gdy Ron spojrzał na mnie wściekły
- Miałeś nikomu nie mówić!
- Zaraz... To prawda? - spytała Hermiona
- No... - kopnąłem go - Tak
- Bo, z mojej strony to też prawda
- Serio? - spytał Ron uśmiechając się - znaczy się....
Nie dokończył, bo Hermiona, go pocałowała. Natychmiast się opamiętał i włożył ręce w jej włosy i przyciągnął ją bliżej siebie. Ja i Ginny spojrzeliśmy na siebie i zaśmialiśmy się głośno, chyba wrócili, bo popatrzyli na siebie rumieniąc się.
- Spokojnie, przecież to nic dziwnego, że przyjaźń zmienia się w miłość - powiedziałem - teraz mam pytanie, czy wy jesteście razem?
- Ee... Hermiona chcesz być moją dziewczyną?
- Tak - odparła bez wahania
- Jesteśmy razem - powiedział Ron
- Świetnie, przestaniesz się na nas tak dziwnie patrzeć - powiedziała Ginny na co wszyscy się zaśmiali włącznie z Ronem.
- Właśnie Ron, skoro teraz są z nami tak blisko to mówimy im co umiemy?
- No nie wiem, a jak ktoś usłyszy?
- Rzucę Muffiato
- Okey
- Muffiato - powiedziałem
- Co to robi?
- Teraz my będziemy się rozumieć, ale każda inna osobę będzie słyszeć brzęczenie takie jak osy
- Super! - krzyknęła Hermiona
- O co chodzi? - spytała Ginny
- Ty czy ja? - spytałem Rona
- Ty - odparł - to był twój pomysł
- Okey, no więc dziewczyny. Jesteśmy animagami - odparłem bez wahania
- Co?! - krzyknęła Hermiona - przecież przemiana jest niebezpieczna
- Nam się udało - powiedziałem - Obaj zmieniamy się w czarne pantery. Nie to nie jest oddzielny gatunek. Po prostu mamy zwiększoną zawartość melaniny. Czytałem o tym - powiedziałem poważnie
- Czyli teraz mogę mówić do ciebie kotku, tak? - spytała Ginny
- Tak odparłem siadając i zanosząc się śmiechem
- Pokażcie nam - powiedziała Hermiona
- W domu, tutaj za dużo jest świadków. Gdzie spędzasz święta? - spytałem
- U Rona, przecież mówiłam o tym wczoraj wieczorem
- To my rozmawialiśmy wieczorem? - spytałem
- Tak - powiedziała - O czym myślałeś wieczorem?
- Eee... O niczym - odparłem próbując mieć zwyczajny ton
- Aha, tylko teraz jest pytanie czy mówimy waszym rodzicom i Syriuszowi? - spytała Hermiona, kurczę muszę wymyślić jej jakieś przezwisko
- No... pewnie tak - powiedziała Ginny - znaczy ja bym wolała powiedzieć
- No ja też - dodałem
- Czyli wy mówicie, a my? - spytał Ron patrząc na rudowłosą
- No ja bym powiedziała - odparła
- Czyli mówimy razem - powiedziała moja dziewczyna. Matko jak to bosko brzmi
- Jeszcze dzisiaj? Na kolacji, by można - zaproponował Ron
- Tak - odparliśmy zgodnie
Jeszcze rozmawialiśmy, aż do zatrzymania się pociągu. Cofnąłem Muffiato i wyszliśmy z pociągu. Dokładnie za dwa tygodnie znowu, będziemy musieli wracać do szkoły. Będę widzieć Ginny tylko podczas dłuższych przerw i wieczorów. To mnie dobija, czemu nie może być w tym samym wieku co my?
Przywitaliśmy się z rodzicami Rona i Ginny. Na początek musieliśmy udawać,więc ja i Ron szliśmy z tyłu gadając o quiditchu. Właśnie jestem kapitanem quiditcha, oraz razem z Ginny, Ronem i Hermioną jesteśmy perfektami. W tym roku i do końca szkoły będzie nas czwórka, bo Huffelpuf zrezygnował z niewiadomych dla uczniów powodów....
~~Kolacja~~
Siedzieliśmy, ale nie tknęliśmy jedzenia. W końcu Ginny i Ron wstali. Najpierw Ginny powiedziała
- Mamo tato, Fred, George, Percy,Bill, Charlie... Mam chłopaka - powiedziała
- Kogo? - spytał Fred
- Mnie - powiedziałem wstając
Wszyscy łącznie z Syriuszem wytrzeszczyli oczy
- Od kiedy? - spytał Tata Ginny
- Od 3 tygodni i 4 dni - odparliśmy równocześnie
- To wspaniale - tak się cieszę.
- Mamo i reszto - zaczął Ron niepewnie
- Słuchamy?
- Ja też mam kogoś - powiedział niepewnie
- Ty? - spytali bliźniacy - kogo?
- Hermiona to moja dziewczyna
Wstała i przytuliła się do Rona
- Od kiedy?
- Odkąd Harry i Ginny nam uświadomili, że sobie nawzajem się podobamy
- Czyli?
- Jakieś 3 godziny - powiedział Ron
Wszyscy nam gratulowali, ja najbardziej czekałem na reakcję Syriusza
- Słuchaj Harry - zaczął z poważną miną - jestem z ciebie taki dumny. Dobry wybór. Czy jest coś jeszcze? - spytał
Spojrzałem na Rona, ale zaprzeczył
- Nie to już wszystko - powiedziałem
- To świetnie
Gdy już wszyscy mi gratulowali, a Fred i George zażartowali, że będziemy mieli czarno włose piegowate niziołki poszliśmy do pokoju Rona. Siedzieliśmy w grupkach. Ja z Ginny, na moim dostawionym łóżku, a Hermiona i Ron na łóżku tego drugiego.
- Mieliście nam pokazać, te wasze drugie postaci - powiedziała Ginny
- No tak - powiedziałem i wstałem, a Ron tuż po mnie
Staliśmy obok siebie i po chwili byliśmy już dużymi czarnymi kotami
Dziewczyny patrzyły chwilę, ale po chwili podeszły. Zatrzymały się tuż przy nas i niepewnie na nas spojrzały
- Który to który? - spytała Hermiona
Ron podszedł do niej i "uśmiechnął" się w koci sposób. Ginny uklękła, a ja podszedłem i usiadłem obok niej. Nagle drzwi się otworzyły, a my spojrzeliśmy tam spanikowani...


 

 
Jeszcze o 11 jak dodawałam poprzedni wpis było 9920 odwiedzin. Wchodzę o 21, a tu 10005 odwiedzin. Jestem wam za nie bardzo wdzięczna. Dzięki wam mam ochotę pisać, tylko troszkę mało komentarzy. Może mi pokomentujecie? Brakuje mi waszych opinii. Liczę na komentarze, oraz jeszcze raz dziękuję za odwiedziny i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej
 

 
Spojrzałem w tamtą stronę i okazało się, że przede mną stała Ginny
- Hejka, mogę się przysiąść?
- Pewnie siadaj - przesunąłem się żeby usiadła
Dopiero teraz zauważyłem, że Ron się gdzieś ulotnił. Jakoś tak dziwnie się zrobiło. Trochę niezręcznie. Przerwała milczenie
- Harry, powiedz mi. W jakiej postaci będzie to jutrzejsze spotkanie?
- Hm... Nie wiem.
- Ja tak sobie pomyślałam to wychodzi na randkę
- Serio? A wolisz randkę czy spotkanie przyjacielskie?
Ja z pewnością pierwszą opcję, ale przecież nie powiem tego głośno
- Według mnie właśnie bardziej wychodzi na randkę. I chyba bardziej wolę randkę
- Serio? - spytałem nie dowierzając - To znaczy ee...
- Spokojnie, jeśli wolisz spotkanie przyjacielskie to się nie obrażę - odparła
- Nie to znaczy ja też bym wolał randkę - odpowiedziałem
- To fajnie, idziesz do dormitorium - spytała
- Tak
Wstałem i pomogłem jej wstać. Szliśmy ramie w ramię.
- Czekaj, chodź muszę Ci coś pokazać - powiedziałem po chwili
- Ale co?
- Niespodzianka
Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem na wierzę astronomiczną. Nie weszliśmy do klasy, tylko tajnym przejściem przeszliśmy wyżej. Taras był otoczony barierką i przewiązany kwiatami. Wygląda ślicznie.
- I jak?
- Jak tu pięknie - powiedziała
- Patrz - wskazałem ją miejsce w którym wychodzi na zachód słońca
- Pięknie tu Harry
- No, często tu przychodzę, żeby pomyśleć.
- Tak?
- No, szczególnie fajnie wygląda jak jest zachód, lub wschód słońca
- Koch... to znaczy - przerwała i spuściła wzrok
Podniosłem jej brodę i uśmiechnąłem się
- Co chciałaś powiedzieć na prawdę?
- No, znaczy się. Chciałam powiedzieć, że Cię kocham, ale to dziwnie zabrzmiało
- Wcale nie
- Przecież, ty pewnie masz kogoś na oku, to znaczy.
- Mam kogoś na oku, właśnie na tą osobę patrze
Zarumieniła się i spojrzała mi w oczy
- Serio?
- Tak - odparłem
Przytuliłem ją do siebie. Jest trochę niższa. Odwzajemniła uścisk, a ja poczułem się szczęśliwy. Przez chwilę trzymałem cały mój świat w rękach.
- Harry, ja ... - przerwała i pocałowała mnie
Odwzajemniłem pocałunek. Jedną rękę położyłem na jej talii, a druga na karku bardziej ją do siebie przyciągając. Ona wsunęła mi ręce we włosy. Staliśmy tak kilka minut. Ja czułem się bardzo szczęśliwy, nie mogłem się powstrzymać i po pocałunku przytuliłem ją do siebie.
- Ginny, mam pytanie - powiedziałem odsuwając się nieco
- Jakie?
- Skoro Ci się podobam, to czemu byłaś z tymi wszystkimi chłopakami?
- Chciałam żebyś był zazdrosny
- Ciągle o tobie myślałem, więc myślę, że podziałało
Zaśmiała się. Ma takie słodkie dołeczki jak się śmieje. W pewnym momencie usiedliśmy i rozmawialiśmy jeszcze długo. Spojrzałem na zegarek, okazało się, że już 19 czyli za pół godziny kolacja
- Jeszcze tylko jedno pytanie - powiedziałem
- Jakie?
- Chcesz być moją dziewczyną?
- Tak - odparła i musnęła moje wargi swoimi
- Świetnie - odparłem - chodźmy na kolację
- Okey, a co z Ronem?
- No właśnie, jak zareaguję, że jego najlepszy kumpel jest z jego siostrą?
- Nie wiem, ale po kolacji się dowiemy
- Do tego czas musimy się ukrywać
Jęknąłem, jak ja wytrzymam? No cóż, jakoś będę musiał. Ciągle wracam myślami do pocałunku. Czułem się taki szczęśliwy, chyba nigdy nie było lepiej. Chociaż jak się zgodziła być ze mną też było fajnie. Zeszliśmy na kolację rozmawiając. Zjawiliśmy się chwilę przed czasem, więc zajęliśmy miejsca i czekaliśmy. Gdy pojawiło się jedzenie sięgnąłem po coś i zjadłem. Nie zwracałem na nic uwagi, bo co chwila zerkałem na Ginny. Jak powiemy to Ronowi? Tragedia...
- Proszę o ciszę - powiedział dyrektor jak zjedliśmy - Zanim się rozejdziemy, chciałbym powiedzieć, że niedługo Wielkanoc, więc proszę niech perfekci spiszą listę uczniów, którzy zostają w szkole na święta.
Słuchałem tylko jednym uchem. Nie zamierzam zostać, bo jadę do Weasley'ów na święta i będę mógł być dłużej z Ginny. Poszedłem do dormitorium i zająłem ulubiony fotel. Ron przyszedł po chwili, a ja zestresowałem się. Po chwili dołączyła Hermiona i Ginny. Ginny usiadła obok mnie na podstawce na ręce, wiec Ron się dziwnie spojrzał
- Słuchaj Ron - zacząłem - ja...
- Wyduś to z siebie - ponaglił
- Ja spotykam się z kimś - powiedziałem
- Super z kim?
- Z... Ginny - dokończyłem po chwili
- Co kurwa?
- To co słyszysz braciszku
- Że kiedy, że jak?
- Ty serio jesteś tępy - powiedziała Ginny - od dzisiaj, nie dziwiło cię, że Harry zniknął? Był ze mną.
- Spoko, nie no super. W końcu stary - odparł
- W końcu
Zerknął nerwowo na Hermione
- Powiedziałaś mu? - uniosłem głos, ale było głośno, więc nie zwrócili uwagi
- No... Harry ja
- Cicho, lepiej. Ron czyli nie jesteś zły?
- Nie - odparł
Zrobiło mi się lżej na sercu. Rozpromieniłem się, już myślałem, że się obrazi, czy coś... Usiadłem w fotelu, a Ginny zsunęła mi się na kolana. Ucieszyło mnie to
- Masz jakieś prace domowe - spytałem
- Jedną, a co?
- Mogę Ci pomóc jeżeli chcesz
- Okey
- Z czego i jaki temat?
- Obrona przed czarną magią, Jaka jest różnica między wilkołakiem, a animagiem.
- Prosty temat. - zacząłem jej dyktować - zajęło nam to około godziny. Skończyliśmy przed 21.
- Dzięki i ty to wszystko z pamięci mówiłeś?
- Tak - odparłem
- To fajnie masz
- Taak, szczególnie, że mogę Cię teraz przytulić bezkarnie - odparłem
- Noo... mi też się to podoba
Wtuliła się we mnie i tak siedziała. Nic innego mnie nie obchodziło. Tylko ona, siedzieliśmy tak dopóki wszyscy się nie rozeszli. Ron "źle " się poczuł i wyparował już o 20. Gdy już nikogo nie było, pocałowałem Ginny, długo i namiętnie. Odwzajemniła pocałunek, tak się ucieszyłem, że jest moja.
- Gdzie będziesz w trakcie świąt? - spytała pomiędzy pocałunkami
- U was - odparłem
- Super! - odpowiedziała i jeszcze raz pocałowała mnie.
Po mniej więcej pół godziny rozeszliśmy się do swoich pokoi. Zadowolony wszedłem do pokoju. Przebrałem się i położyłem. Usnąłem bardzo szybko...
 

 
Mam 15 lat. Szczerze mówiąc czuję się normalnie. Chciałbym powiedzieć, ze wszystko jest dobrze, ale nie jest. Nadal wiem wszystko o co się mnie spytają. To nadal się nie zmieniło. Jestem inny, ja i Ron jesteśmy łobuzami. Nigdy nas nie złapali, a wszyscy wiedzą, że to my. (oprócz nauczycieli) Najlepiej się nam żartuję z Draco, lub któregoś z jego kumpli. Nie mają z nami szans, najlepsze jest to, że odkąd dołączyłem do drużyny quidditcha wygrywamy puchar. Puchar domów, tez jest nasz, bo zbieram punkty za odpowiedzi i inne takie. Nie straciłem zbyt wielu punktów. Hmm... No cóż takie życie. Oprócz tego znowu Ginny zmieniła chłopaka, ku niezadowoleniu Rona. Cóż mojemu też, ale to z innych powodów. Podoba mi się i raczej zbyt prędko się to nie zmieni. Jutro idziemy do Hogsmead, ja może pójdę z jakąś dziewczyną. Tylko jaką? Ginny nie bo ma chłopaka. Hermiona jest wolna, więc pójdę z nią i może Ronem jak sobie ubzdura, że Liwander jest stuknięta i z nią zerwie. Być może się mu uda.... Z zamyśleń wyrwał mnie głos Lupina
- Czy ktoś umie wyczarować Patronusa?
Zgłosiłem się, ale Lupin się jeszcze spytał
- Na pewno tylko Harry? Nikt inny? No dobrze, więc Harry spróbuj
Już raz to zrobiłem, więc tylko to powtórzę. Pomyślałem o wszystkich szczęśliwych momentach mojego życia.
- Expecto Patronum - powiedziałem i z mojej różdżki wyskoczył jeleń
Zabrzmiały brawa, a jeleń przebiegł się po klasie i zniknął. Nie mam nic przeciwko popisywaniu się, to mi sprawia przyjemność.
- Uuu, Potter pokazuje magiczne sztuczki. Nie no umiesz zabłysnąć - szydził Malfoy
- No widzisz, ja wolę popisywać się magią niż głupotą - odparłem, a cała klasa ryknęła śmiechem.
Draco się przymknął, a ja byłem szczęśliwy, że jest zbyt głupi żeby mi odpyskować. Takie życie, ja nie narzekam na brak ripost. Tak w ogóle to już niewiele mi brakuję do przemiany w zwierze. Jakie? To bardzo proste, chcę się zmieniać w czarną pumę. Kocham te zwierzęta, bo są szybkie i łatwo wtapiają w otoczenie. Łatwiej kogoś śledzić. Jeszcze krótki czas i się zmienię. Ron też próbuję i niewiele mu brakuję. Idziemy teraz na obiad, ta lekcja była ostatnia. Na szczęście, będę mógł albo czytać więcej dziennika, albo próbować dalej. Raczej to pierwsze. Zjadłem nawet nie patrząc co. Cały czas z kimś gadałem. Na przykład z Ginny, która akurat nie była z Cornaciem
- Hej - przywitałem się
- Hej - odparła
- Gdzie Cornac?
- Zerwałam z nim - powiedziała
- Dlaczego? - spytałem, wcale nie z ciekawości
- Powiedział, że tegoroczna drużyna jest słaba, tylko dlatego, że on nie stoi na bramce. Żałosne - powiedziała
- No, ta drużyna ma największe szanse na wygraną - powiedziałem
- Dokładnie, ale on nie słucha
- Bywa, idziesz jutro do Hogsmead?
- Tak, a co?
- Chciałabyś pójść ze mną na miodowe piwo?
- No pewnie - odpowiedziała
- To o której? - spytałem jeszcze
- Hm... może 11 - zaproponowała
- Pewnie - powiedziałem
- Dobrze, ja muszę lecieć, pa Harry
- Pa...
Wyszła, a ja właśnie się zorientowałem, że się z nią umówiłem. Czy to randka? Nie jestem do końca pewien, ale może tak... Wyszedłem z sali i pognałem do dormitorium. Zamknąłem się w pokoju i znowu odprawiłem czary przemiany. Tym razem się udało. Jestem pumą. Super! Tak się cieszę. Usłyszałem kroki, więc schowałem się pod łóżkiem. Wszedł Ron
- Harry! Jesteś tutaj? - spytał
Wyszedłem z kryjówki.
- Udało Ci się?! - powiedział odkrywczo
Odmieniłem się w człowieka
- No udało mi się. W końcu ile mi to zajęło? Chyba 3 lata
- Dokładnie to 2 lata i 10 miesięcy, ale kto by liczył
- Teraz ty spróbuj
Powtórzył czynności potrzebne do zmiany, ale jeszcze mu się nie udało. Szkoda, moglibyśmy się zabawić pod postacią zwierząt.
- Czuję, że jeszcze jeden taki rytuał i mi się uda
- Może - odparłem - czyli jeszcze tylko jutro
- Tak - powiedział
- Idziesz na błonia?
- Tak
Wyszliśmy na błonia i spotkaliśmy tam nikogo innego jak Dracona.
- Cześć Draco - przywitałem się
- Potter, coś ty taki wesoły?
- Mam swoje powody, a tobie co do tego?
- Nic, nic. Chciałem tylko pogadać, ale widzę że wam się nie chcę rozmawiać
- Chcę, tyle że nie z tobą - odpowiedziałem
- Ha Ha Ha, bardzo śmieszne - powiedział - Lepiej już znikaj
- Ty zaraz znikniesz, jeżeli będziesz mnie obrażał
- Co mi zrobisz? Naskarżysz mamusi? A no tak, ty nie masz mamy - powiedział i się zaśmiał
Wyciągnąłem różdżkę i przystawiłem mu ją do twarzy. Zamknął się, a ja uśmiechałem się szyderczo.
- Lecicorpus - powiedziałem
Wzniósł się w powietrze, a wszyscy mogli podziwiać jego śliczne gacie w pluszowe misie. Nie no padnę.
- Liberacorpus
Opadł na ziemię i pobiegł do szkoły. Usiadłem pod dębem i zapatrzyłem się w dal. Nagle przede mną pojawił się jakiś cień...
 

 
Hej taki mały ogólnik co do opowiadań, które piszę
Otóż, chcę wam powiedzieć, że od następnego rozdziału (11) Harry i jego przyjaciele, będą na piątym roku w szkole magii i czarodziejstwa Hogwart. Będą mieli po 15 lat, więc dodam wątek miłosny Może macie jakieś propozycję? Piszcie w komentarzach, będę brała je pod uwagę ^.^
 

 
Po chwili zszedł Ron, więc postanowiłem się go spytać o coś
- Słuchaj Ron, Lupin dobrze zna twoich rodziców, weź napisz i się zapytaj czy może przyjechać na święta do was. Tak jakby co?
- No okej, ale dlaczego?
- Słuchaj, Lupin Syriusz i Mój tata się kiedyś przyjaźnili, a ja bym chciał, żeby Syriusz miał jakiegoś przyjaciela.
- Spoko
- Okej, no to chodźmy na śniadanie
- Okey
Zeszliśmy na śniadanie z plecakami, żeby udać się na lekcje Obrony przed Czarną Magią. Po lekcji o Wilkołakach i Animagach, Harry został, żeby porozmawiać z nauczycielem.
- Panie profesorze, przemyślał pan moją propozycję?
- Tak, Harry ja z chęcią bym się przyłączył, ale nie chcę psuć świąt
- Panie profesorze, Ron napisał do mamy z pytaniem, czy może pan przyjechać. Jeżeli przyjdzie odpowiedź to do pana przyjdę
- Harry, dlaczego Ci tak na tym zależy?
- Chcę żeby Syriusz był szczęśliwy, a na pewno będzie po wznowieniu przyjaźni
- No pewnie tak. Tęsknie za naszymi wypadami
- No właśnie, a z tego co wiem raz w miesiącu mieliście niezłą zabawę w szkole
- Skąd o tym wiesz?
- Dostałem dziennik taty - odparłem - spokojnie nikomu nie powiem - dodałem widząc przerażenie w oczach nauczyciela.
- Dziękuję Harry, nie mów tego nikomu
- Dobrze
Wyszedłem z klasy....
~~Święta~~
- Syriusz
- Tak?
- Być może Lupin przyjedzie do Weasleyów
- Na prawdę?
- Tak moglibyście odnowić znajomość
- Skąd wiesz?
- Dziennik taty - odparłem po prostu
- No tak, opisywał w nim wszystko
- Dokładnie, nawet wypady w środku miesiąca Łapo
Otworzył szeroko oczy i nic nie wykrztusił.
- Tak opisywał to
- Aha, czy mógłbyś mi pożyczyć, go jak już przeczytasz?
- No pewnie - odparłem - jeżeli pokażesz mi jak się zmieniasz
- Pokażę, jak dasz dziennik
- Najpierw muszę, go przeczytać
- Okey, a teraz idź do Rona, pewnie czeka
- Wyczekuj Lupina
- Dobrze Harry, a teraz leć
Poszedłem do pokoju, ale Rona tam nie było, więc wyjąłem dziennik i przeczytałem kolejny wpis
27 maja
Dzisiaj poprosiłem Lily o chodzenie, a ona się zgodziła. Byłem bardzo szczęśliwy. Syriusz też ma dziewczynę, ale ona go nie kocha. Nie wiem jak mu to powiedzieć. Skąd wiem? To proste, ciągle do mnie zarywa. Pewnie jest z nim tylko dlatego,że chcę się do mnie zbliżyć, ale ja kocham tylko i wyłącznie Lily. Mam nadzieję, że przetrwamy te 2 lata i będę mógł się jej oświadczyć. Ludzie gadają, że nie powinienem z nią być, ponieważ jest z mugolskiej rodziny, ale mnie to nie obchodzi. Ona jest piękna i mądra. Peter się rozchorował i jego rodzina musiała, go zabrać ze szkoły. Dlaczego? I co najważniejsze, jeżeli on nie wróci to kto podczas następnej pełni dotknie pnia, żeby unieruchomić drzewo? Chyba,że da się patykiem. Będzie trzeba spróbować, ale oby wrócił. Słyszałem, że jest u św. Munga. Może mu pomogą.
Nie jestem pewny, Nie mam zaufania do lekarzy. "
Zaskoczyło mnie to, ale się nie poddawałem i już miałem zacząć czytać kolejny wpis, gdy usłyszałem wołanie Syriusza
- Remus stary przyjacielu
Zszedłem na dół i zastałem Lupina i Syriusza żywo rozmawiających
- O! Witaj Harry
- Dzień dobry panie profesorze, miło, że pan przyjechał
- Jak mogłem przepuścić spotkanie po latach z kumplem?
- Dziękuję Ci Harry - powiedział Syriusz
- Za co?
- Za to, że tak o mnie dbasz, gdyby nie ty, nigdy bym nie odnowił znajomości z Remusem. Dzięki tobie znowu mam przyjaciela
- Nie ma za co Syriuszu. Jesteś moją najbliższą rodziną, gdyby nie ty musiałbym mieszkać z mugolami - odparłem - i największymi na świecie
Zaśmiał się, więc poszedłem szukać Rona. Siedział na kanapie i zajadał żelki, więc przysiadłem się i mu podjadłem.
- Ej!
- Cicho - powiedziałem
- Chyba dobrze się dogadują co?
- No, Syriusz jest bardzo szczęśliwy, chyba jak nigdy. Lupin zresztą też
- No
Poszliśmy do pokoju Rona i graliśmy z bliźniakami w eksplodującego durnia do późna, a potem usnęliśmy rozmawiając o tym co prawdopodobnie dostaniemy na święta...
 

 
~~Sen~~
Idę po zakazanym lesie. Różdżkę mam w górze i oświetlam sobie nią drogę. Nagle wyskakuje na mnie jakieś zwierze. Chyba centaur, co on ode mnie chce?
- Witaj, Harry Potterze
- Witaj, czegoś ode mnie chcesz?
- Musisz się strzec. Wielkie niebezpieczeństwo na ciebie czyha.
- Ale jakie?
- Strzeż się.... Strzeż się
~~Obudziłem się~~
Dziwne, ale mam nadzieję, że nie prawdziwe. Chyba, że na serio we śnie przyszedł do mnie centaur. Już nie usnę, ale chociaż mam jeszcze dwie godziny do pierwszej lekcji. Dzięki Bogu... Ubrałem się i postanowiłem trochę poczytać. Dziennik taty jest dla mnie punktem odniesienia.
"27 maja
W końcu umówiłem się z Lily. Pójdziemy razem do Hogsmead. Byłem bardzo szczęśliwy, nawet odpuściłem sobie ośmieszanie Snape'a. Chyba na serio ją lubię. Lupin i Peter ciągle siedzą w bibliotece, więc ja i Syriusz musimy "pracować" za czworo. Nie przeszkadza mi to, najlepiej czuję cię z Łapą. Mogę mu wszystko powiedzieć, bez obawy, że następnego dnia będzie wiedziała cała szkoła. Jest moim najlepszym kumplem. Dzisiaj na obronie przed czarną magią musiałem walczyć przeciwko Snape'owi. Oferma, nawet jednego ciosu nie odparował. Co najzabawniejsze, gdy skończyliśmy pojedynek, poślizną się, a ja nie mogłem przepuścić okazji i nie zawołać "Ej smareusie pośliznąłeś się na własnym tłuszczu?" Nauczyciel jest już stary, więc nie zwracał na nas większej uwagi. "
Hmm... Był zakochany w mojej mamie chyba już od trzeciego roku, bo wtedy zaczynają się odwiedziny do hogsmead. Ciekawe... Tak sobie teraz pomyślałem, że za jakieś dwa tygodnie będzie przerwa świąteczna. Tak się cieszę, że zobaczę Syriusza. Jest genialny, mogę na nim polegać tak jak przed laty mój ojciec...
 

 
~~Ron
Harry złapał znicza, ale potem dostał w głowę dwoma tłuczkami i spadł z miotły. Był 100 metrów n.p.m. Leciał, ale przed uderzeniem wyhamował i opadł na ziemie jak piórko. Dumbeldor podszedł do niego i zaklęciem podniósł, go w górę. Wygląd na martwego. To wyglądało okropnie. To wyglądało okropnie. Z głowy sączyła mu się krew. Ciekawe kto odbił w niego tymi tłuczkami. Siedzę z nim już 4 dzień i nadal się nie budzi. Właśnie przyszedł Syriusz i Dumbeldor
- Albusie co z nim?
- Nie wiem, nie budzi się. Pomona prubowała wszystkiego, żeby go obudzić, a on nic.
- Może coś mu się stało?
~~~Harry
Przysłuchiwałem się chwilę tej rozmowie. Bolała mnie głowa. Otworzyłem oczy i sięgnąłem po okulary. Ron przysłuchiwał się rozmowie Syriusza i dyrektora.
- Czuję się dobrze - wychrypiałem
- Harry! - krzyknął Ron
- Ciszej. Co się stało?
- Po tym jak omal się nie rozbiłeś pędząc jak strzała ku ziemi dostałeś dwoma tłuczkami w głowę. Powiedz mi czemu nie wyhamowałeś jak tylko złapałeś znicza?
- Nie wyhamowałem dlatego, że miotła mnie nie słuchała, ale po chwili zareagowała. Kto mi przywalił tymi tłuczkami?
- Pałkarze Slytherinu, nie mogli się pogodzić z przegraną. Serio miotła cię nie posłuchała?
- Serio, próbowałem wykręcić ją tak, żeby leciała prosto, a nie w dół, ale nie posłuchała. W ostatniej chwili mocniej szarpnąłem to wyhamowałem
- Czyli ktoś to zaplanował. Harry przykro mi to mówić, ale ktoś chce najwyraźniej, albo cię zabić, albo mocno uszkodzić - powiedział dyrektor
Otworzyłem szerzej oczy. Nie wykrztusiłem już ani słowa. Pozwoliłem się zbadać pani Pomfrey. Gdy nie miała już zastrzeżeń wypuściła mnie. Wyszedłem akurat na kolację. Co za szczęście... Wszedłem do Wielkiej sali i usiadłem na moim miejscu. Na początku mnie nie zauważyli, ale nie trwało to długo, bo po chwili zleciało się kilka osób, aby podziękować tak brawurowego zwodu, że omal nie rąbnąłem w ziemie. Tiaa... Jest co gratulować. Nie odzywałem się za wiele, bo zastanawiałem się kto może, mnie tak nienawidzić. W grę wchodzi, albo Malfoy, albo Snape. Draco jest tępy, więc on odpada, ale Snape byłby do tego zdolny. Może to on.Hm... Ciekawe... Po kolacji wróciłem do dormitorium i siedziałem na fotelu. Okazało się, że Hermionie się nudziło, więc napisała za mnie moje prace domowe z przed meczu i te, które zadali podczas mojego pobytu w szpitalu. Będę je oddawać stopniowo, żeby nie zorientowali się, że coś jest nie tak. Mogłem się zabrać za czytanie dziennika taty. Usiadłem na łóżku i czytałem kolejny wpis
"23 maja
Przez te kilka dni dręczyłem więcej razy Smarkeusa. Uczepił się nas bardziej niż rzep psiego ogona. To było irytujące. Lily mnie ignorowała, co uszczęśliwiało tego pacana. Syriusz też się zakochał. W końcu, bo robił się troszkę nieznośny. Spędza z nią czas, a potem nam opowiada. To bardzo ciekawe. Trochę mnie martwi Peter, jest gruby i niezdarny. Nawet nie potrafi się obronić przed Expelliarmusem, a to najłatwiejsze zaklęcie do odparowania. Nie wiem jak on sobie da radę. Dzisiaj pełnia, więc znowu pójdziemy z chłopakami pobuszować w postaci zwierząt. Bardzo za tym tęskniłem. Szczególnie dlatego, że to moja taka zdolność, którą nie każdy potrafi opanować. Przydatna umiejętność. Tylko muszę uważać komu o tym mówię i przy kim. Jeżeli by się rozeszło, mielibyśmy spore kłopoty. Okłamujemy wszystkich od kilku miesięcy. Na szczęście Snape się odwalił... "
Oni byli niesamowici. Chciałbym być taki jak mój tata. Wszyscy mi mówią,że wyglądam jak tata, ale oczy mam po mamie. Chciałbym, żeby tu byli. Schowałem dziennik pod materacem i jeszcze ukryłem zaklęciem zwodzącym, którego nauczyłem się z książki. Kto by pomyślał... Usnąłem...
 

 
Hejka w związku z tym, że wróciłam do tego bloga postanowiłam zrobić podsumowanie.
Na tamtym blogu nadal bloguję, a mianowicie dodaje opowiadania. Trochę trudno jest pisać dwa opowiadania w jednym czasie, ale mam wybujałą wyobraźnie, więc to nie stanowi żadnego problemu.
No więc tak:
Wpisów - 410
Średnio co - 18 godzin
Ostatni wpis - 1 godzinę temu
Licznik Odwiedzin - 9823 / 313 dni

Nieźle, nie minął rok i mam prawię 10 tysięcy odwiedzin. Mózg rozjebany... Bardzo chciałam wrócić do tego bloga, ponieważ głupio tak zakończyć. Tym razem nie zostawię was na dłużej niż 3 dni
Mój drugi blog:
poliszynel22.pinger.pl

Zapraszam Komentujcie oba blogi. Będę wdzięczna
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wstałem o 6 rano. Byłem jak zasnuty. To może dlatego, że mam ten mecz dzisiaj o 11. Nie wiem, ale postanowiłem jeszcze przed śniadaniem poczytać ten cały dziennik taty. Może jakoś mi podpowie, co do meczu. Nie wiem, ale mam nadzieję, że wygramy. Wziąłem dziennik do ręki i patrzyłem przez chwilę na okładkę.
- Harry - podskoczyłem na dźwięk głosu Rona. Dziennik upadł na podłogę
- Weź nie strasz, okey? - powiedziałem
- Spoko, czemu nie śpisz?
- Nie mogę - odparłem.
Wstałem i zacząłem się ubierać. Podniosłem dziennik, ale coś z niego wypadło. To jakaś koperta "Do Harry'ego". Do mnie?! Wziąłem list i dziennik do salonu w dormitorium i usiadłem w fotelu, w którym zazwyczaj siadam. Rozpakowałem kopertę i zajrzałem. W środku był list i jakiś kluczyk. Hmm... Dziwne
Wziąłem list i zacząłem czytać
" Harry, jeżeli to czytasz to pewnie jesteś na pierwszym roku w Hogwarcie. Gratuluję i przeczytaj to dokładnie. Pamiętaj, że to czego się dowiesz w tym dzienniku, może Cię zszokować, ale jeżeli przeczytasz cały, od początku do końca może zrozumiesz. Klucz jest od twojej własnej skrytki w Gringocie. Zostawiliśmy tak sporo pieniędzy. Do rzeczy, nie ufaj Snape'owi.Nie ufaj mu. Oprócz tego wiedz, że zawsze będziemy przy tobie w twoim sercu. W środku jest kilka naszych zdjęć przyklejonych do kartek. Nie zgub dziennika, ani nie pokazuj, go nikomu. Tam jest zawarte wszystko z mojego życia. Jeżeli ktoś to dorwie, może być źle. Proszę Harry, po przeczytaniu tego dziennika wybacz mi wszystko co tam jest napisane.
Kocham cię James
Potter "
No okey, podejrzane. Tata wiedział, że odczytam to wszystko na 1 roku? Trochę przerażające, ale da się z tym jakoś żyć. Miał nadzieję, że mu przebaczę? Ale co? Chciałbym wiedzieć, ale najpierw muszę to przeczytać, więc zacznę najlepiej teraz. Nikomu tego nie pokaże. Otworzyłem dziennik na trzecim wpisie.
"13 maja
Dzisiaj Lily znowu się ze mną pokłóciła o tego idiotę Severusa. Tym razem zaczęło się od tego, że zarzuciła mi, że miotnąłem w niego zaklęciem, przez które co chwila wymiotował ślimakami. Nie moja wina, że to zrobiłem, stawiał się. Ten idiota niweczy moje plany zdecydowanie zbyt często. Co, go obchodzi czemu wymykamy się co miesiąc z zamku. Nie jego sprawa, my tylko staramy się pomóc Remusowi. Nie jest potworem, my to wiemy, ale inni by tego nie zaakceptowali. Wilkołaki, to wyjątkowo nietolerowane stworzenia. Nas to nie obchodzi. Nawet specjalnie dla niego staliśmy się animagami. Ja zamieniam się w jelenia przez co nazywają mnie Rogacz. Syriusz to łapa, bo zamienia się w wielkiego czarnego psa. Peter to glizdogon, bo zamienia się w szczura. Ostatnio coraz częściej zapuszczamy się wgłąb miasteczka, lub szkoły. Nie rozumiem jak Dumbeldore, może nie zauważać, że jego trzej uczniowie są animagami. To było strasznie trudne. Potrzebowaliśmy na to aż trzech lat, ale się udało. Lily nic nie podejrzewa i lepiej, żeby tak było, bo powie Snape'owi, a on nas wyda. Mielibyśmy spore kłopoty. Mniejsza z tym, dzisiaj poprosiłem Lily, żeby poszła ze mną do Hogsmead, ale odmówiła. Nie wiem dlaczego mnie nie lubi..."
Zatkało mnie, oszukiwali samego Dumbledora? On pewnie nadal o tym nie wie. Podejrzane. Chciałem przeczytać kolejny wpis, ale zegar wybił 8, więc muszę wejść do siebie do pokoju, żeby przygotować się do śniadania. Później jeszcze poczytam. Oby...
~~Mecz~~
Latałem wokół boiska i wypatrywałem znicza. Jak na razie prowadzimy ze Slytherinem 50:20 muszę złapać znicza przed przeciwnikiem. Nie wiem kto to taki, nie znam. Mniejsza z tym. Zobaczyłem złoty błysk i zacząłem tam lecieć. Tak to na pewno znicz. Pędziłem za nim, gdy on zaczął się wznosić. Jeżeli zamierza zrobić tak jak na trenignu to prosze bardzo. Matko jak wysoko. Nie widzę boiska. Zaczął lecieć w dół, a ja wraz z nim. Leciałem szybciej niż kiedykolwiek. Nie patrzyłem na nikogo, tylko na znicz,Gdy tylko go złapałem nie mogłem wyhamować. Miotła mnie nie słuchała. Dlaczego nie mogę zawrócić? Spróbuję jeszcze raz. W ostatniej chwili wyhamowałem i wzleciałem na normalną wysokość. Pokazałem znicza, ale po chwili zrobiło się ciemno, a ja poczułem uderzenie. Spadłem z miotły i leciałem w dół. Zemdlałem...